Dziś Fraa wygrzebała ze swojego prywatnego IPN-u teczkę na Jedną Nogą w Grobie. W teczce tej znajdowała się pierwsza seria rysunków – mają swoje lata, ale Fraa wychodzi z założenia, że najuczciwiej będzie je zaprezentować: w końcu to od nich zaczął się ów, że tak kawiarka hucznie to nazwie, „projekt”.
Łatwo zauważyć, że wtedy Fraa stawiała głównie na „Ale Scott Adams też nie umie rysować (przynajmniej tak twierdzi)!” – każdy rysunek został wykonany od początku do końca ręcznie, przy wtórze modłów o to, żeby jeden od drugiego za bardzo się nie różnił (bogowie raczą wiedzieć, ile mniej-więcej wynosi „za bardzo”). Całą nadzieję kawiarka pokładała w tym, że zagęszczenie cegiełek w murze (robionych od linijki, więc pi razy drzwi powinny być jednakowe) odciągnie uwagę potencjalnego widza od wszelakich innych niedoróbek.
Tak naprawdę, ta seria rysunków była robiona nawet bez kalki – jako kalka dla ubogich występował wtedy papier śniadaniowy. Byłoby łatwiej, gdyby jednak był nieco bardziej przezroczysty. Pojawiła się też szczwana metoda: „pierwszy szkic narysuję mocno przyciskając ołówek do kartki, to na kartce pod spodem będę miała wyciśnięty już szkic do kolejnego odcinka”.
Fraa musi nieskromnie przyznać, że z niektórych odcinków pierwszej serii nadal jest nawet całkiem zadowolona. No i postacie dużo częściej były w ruchu (no ba! W końcu wtedy nie rzuca się tak w oczy różna wielkość dłoni i inne tego typu kwiatki) – właściwie to kawiarka tak sobie myśli, że można by do tego wrócić.
Jedno jest pewne: Grabarz nigdy nie miał imienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz