środa, 29 stycznia 2014

Fraa w czytelni (66) - "Czarnobylska modlitwa"

Autor: Swietłana Aleksijewicz
Tytuł: Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości
Tytuł oryginału: Чернобылская модлитва. Хроника будущего
Tłumaczenie: Jerzy Czech
Miejsce i rok wydania: Wołowiec 2012
Wydawca: Wydawnictwo Czarne

Czarnobyl -> pierdolnięcie atomu -> skażona Ukraina -> stalker – ot, prosty ciąg obrazów, prawda? W sumie tak proste jak „Oświęcim -> obóz koncentracyjny”… no, z tą różnicą, że Oświęcim to też śliczne miasteczko z rynkiem i zamkiem, którego zwiedzanie we wtorki jest bezpłatne, podczas gdy Czarnobyl faktycznie znajduje się w strefie kontrolowanej… aczkolwiek też ma zamek. Ale ja nie o tym.

Chcę powiedzieć, że kiedy pada hasło „Czarnobyl”, człowiek od razu ma w głowie jakiś bardzo konkretny zestaw skojarzeń, począwszy od „tragedia na Ukrainie”, a na „jakie zajebiste postapo!” kończąc. Czarnobylska modlitwa przełamuje ten pakiet. W książce Swietłany Aleksijewicz tak naprawdę niewiele znajdziemy informacji o samej elektrowni. Nie ma szukania winnych, nie ma dokładnego opisu, jak przebiegła awaria. Tematem i centralnym punktem są ludzie. Głównie Białorusini, bo – jak można przeczytać w krótkim, informacyjno-historycznym wstępie – katastrofa w Czarnobylu była tragedią białoruską. Większość skażenia wylądowała po białoruskiej stronie granicy, choć Białoruś nie posiada nawet elektrowni atomowej.

Na książkę składa się ciąg monologów osób w ten czy inny sposób dotkniętych awarią czarnobylską. Swietłana Aleksijewicz w żaden sposób ich nie podsumowuje ani nie interpretuje, po prostu całościowo oddaje głos ludziom, co pozwala czytelnikowi spojrzeć na wydarzenia z kwietnia 1986 r. (i późniejsze) w sposób bardzo osobisty, by nie rzec – intymny, a do tego z wielu różnych perspektyw. Bo wypowiadają się dzieci i starcy, kobiety i mężczyźni, prości wieśniacy i intelektualiści z Moskwy, mieszkańcy wsi i miasteczek nieopodal Czarnobyla, ale też likwidatorzy, lekarze, strażacy czy partyjni. Bah, są opowieści żon, które nigdy nawet nie były w pobliżu Czarnobyla – co nie przeszkodziło im w byciu ofiarami.
Opowieści z oczywistych względów są bardzo zróżnicowane. Można, oczywiście, dostrzec pewne powtarzające się melodie: przykładowo starsi mieszkańcy okolicznych wsi raczej w podobnym duchu mówią o tym, że to ich dom i oni w nim już tyle przeżyli, że nie dadzą się wysiedlić, a promieniowanie to jakaś siła wyższa, na którą nie potrafią nic poradzić. Często pojawia się porównanie ewakuacji terenów skażonych do czasów wojny – porównanie, w którym zresztą wojna wydaje się niemal sielanką, bo na wojnie przynajmniej wiadomo, czym się walczy, jest wróg i jest cel. Jest jakaś logika, nie to co w Czarnobylu. W młodszych rozmówcach widać więcej buntu i chęci zrozumienia. Nie raz pojawiają się obrazki dzieci, które po Czarnobylu nie są już zwykłymi dziećmi – rysują żółte kałuże i bawią się lalkami „w umieranie”. Już pierwsza opowieść – właśnie opowieść żony strażaka, który był na reaktorze jako jeden z pierwszych – robi niesamowite wrażenie.
Ma się rozumieć, relacje w większości są niesamowicie emocjonalne, bo choć Aleksijewicz nagrywała rozmowy w dwadzieścia lat po katastrofie, za tymi wszystkimi ludźmi to się wciąż ciągnie – choroby, pamięć o przedwcześnie zmarłych bliskich, wreszcie społeczne piętno „świecących”. Na tym tle wyróżniają się opowieści snute przez wspomniane już elity – tak partyjne jak i intelektualne. Nie ukrywam, że to one dla mnie były szczególnie interesujące, bo oprócz osobistych tragedii, dotykały problemu szerzej: były rozważania o człowieku radzieckim i radzieckiej „bohaterskiej” mentalności, o zachłyśnięciu się nauką, czy o znaczeniu politycznym całego zdarzenia. Z jednej strony były sekretarz komitetu rejonowego opowiada o wizycie w elektrowni przewodniczącego komisji rządowej – i o tym, jak rzeczony przewodniczący uparł się, żeby osobiście odwiedzić miejsce zdarzenia, a także jak on sam wraz z rodakami wystawiał się na promieniowanie, z drugiej zaś – pojawiają się też wzmianki o wierchuszce, która wysyłała ludzi na śmierć, sama zaś trzymała się jak najdalej i jeszcze wmawiała wszystkim, że sytuacja jest opanowana, na boku żłopiąc jod ile wlezie. Fajne jest to, że ostatecznie to do czytelnika należy osąd poszczególnych działań i nic nie jest mu narzucone. Co ciekawe, Czarnobyl z niektórych punktów widzenia był nawet zbawieniem.
Aha – czasem nad tą książka człowiek się podśmiewa. Niby nie wypada, bo tematyka poważna, ale niektórzy rozmówcy opowiadają dowcipy. Nic nie poradzę.

Ogólnie czuję się mocno nieswojo, próbując coś sensownego sklecić o Czarnobylskiej modlitwie. To świetna rzecz, naświetla problem awarii reaktora z różnych perspektyw, zwraca uwagę na ludzi, na tragedię Białorusi, na powstanie nowego narodu – narodu Czarnobyla. Bywa zabawna, bywa poruszająca i smutna. Zaznaczyłam sobie w niej ponad trzydzieści cytatów, które w ten czy inny sposób bardzo mocno do mnie przemówiły. Przeglądam je teraz i właściwie nie wiem, jak je komentować i czy w ogóle to robić. Właściwie co ja mogę tu komentować? Słowa świadków i uczestników katastrofy mówią same za siebie.




Nigdy nie będziemy Holendrami czy Niemcami. I nie będzie u nas ani porządnego asfaltu, ani zadbanych trawników. Ale bohaterowie zawsze się znajdą!


Zawsze żyliśmy w strachu, umiemy żyć w strachu, to nasze naturalne środowisko. W tym nikt naszemu narodowi nie dorówna…


Ach, co też ci Niemcy, jakieś awantury urządzają! Tchórze! Mierzą promieniotwórczość w barszczu, w kotletach. Boją się bez potrzeby wychodzić na ulicę. Sto pociech! Nasi mężczyźni to są dopiero mężczyźni! Odważni! Walczą z reaktorem! Nie drżą o własną skórę! Wchodzą na roztopiony dach z gołymi rekami, w brezentowych rękawicach (to już widzieliśmy w telewizji)! A nasze dzieci z chorągiewkami idą na pochód! I nasi kombatanci!… Stara gwardia! (Namyśla się). To jest jakaś forma barbarzyństwa, ten brak strachu o siebie. Zawsze mówimy „my”, nigdy: „ja”. „Zademonstrujemy radzieckie bohaterstwo”, „Okażemy radziecki charakter”. Całemu światu! Ale tutaj chodzi o „ja”! Ja nie chcę umierać. Ja się boję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...