sobota, 8 maja 2010

Odcinek 22

Wnikliwy widz zauważy, że pojawił się pewien wątek, który jest kontynuowany już przez kilka odcinków. Nie, Mody na Sukces nie będzie (chyba), tym niemniej Fraa pomyślała sobie, że czasem można pociągnąć jakiś temat nieco dłużej.
Przy tej okazji należy się parę wyjaśnień. Pojawią się one pod komiksem, coby nie spoilerować. Zaleca się nie czytać tekstu poniżej komiksu przed obejrzeniem komiksu jako takiego. No, chyba że oczywiście macie to Państwo w głębokim poważaniu, co też jest możliwe, wobec czego możecie Państwo czytać dowolnie, z "nie czytać wcale" włącznie.

 

A teraz do rzeczy:
  • Helena nie jest przypadkowym imieniem. To swego rodzaju hołd. Po więcej szczegółów Fraa odsyła zainteresowanych, którzy jeszcze dziwnym trafem się nie domyślili,  do obsady Gnijącej Panny Młodej i do zerknięcia, kto tytułowej Pannie Młodej podkładał głos w oryginalnej wersji.
  • Sukienka jest czerwona. Rękawiczki i kapelusz czarne, a sukienka - czerwona. Oczywiście tutaj tego nie widać, bo wszystko jest szaro-beżowe, ale Fraa zapewnia: czerwona.
  • Fraa jest ciekawa, czy można rozpoznać kwiatki.

PS. Jeszcze jedno: w Odcinku 19 pojawiły się trzy autentyczne postacie. Idąc od lewej strony, były to co następuje: ten pan, ta pani oraz ten pan. Za brak podobieństwa Fraa przeprasza.

piątek, 7 maja 2010

Granie na Fraakranie (4) - "Heroes of Might and Magic III"

3DO wydało pierwszą część gry Heroes of Might and Magic w 1995 roku. Fraa najwyraźniej nie była w tamtym czasie zainteresowana grami komputerowymi, bo – o ile sobie przypomina – nigdy w to nie grała. Z dwójką z 1996 roku też się nieco rozminęła i zapoznała się z nią dużo później, kiedy już w najlepsze wsiąkła w trójkę, wydaną przez 3DO w 1999 roku.
No właśnie – przygodę z serią HoMM Fraa zaczęła od trzeciej części. Pewnie to stąd częściowo wynika fakt, że Fraa do tej pory uważa tę grę za majstersztyk i do dziś z przyjemnością do niej wraca. Jakkolwiek Fraa zgadza się, że oczywiście Heroes II stanowiło milowy krok w rozwoju całej serii, to jednak trójka o wiele lepiej przeszła próbę czasu choćby pod względem grafiki.
Na czwartą część serii Fraa pozwoli sobie spuścić zasłonę milczenia, a z kolei piątka – cóż, przyjdzie odpowiednia pora i na omówienie piątki.

Heroes of Might and Magic III
HoMM III wciąż utrzymuje się w czołówce ulubionych kawiarczych gier. I grafika tutaj naprawdę nie jest najważniejsza. Choć trzeba przyznać, że od tej strony gra prezentuje się świetnie i – co ważniejsze – rewelacyjnie znosi upływ czasu. Rzecz w tym, że gra nie jest w 3D, a płaskie grafiki u progu XXI wieku można było robić już naprawdę zachwycające, bez śladów pikselozy i innych tego typu atrakcji. Dzięki temu nawet dziś Fraa grając stwierdza, że całość prezentuje się po prostu ładnie, gra sprawia wrażenie starannie wykonanej i dopracowanej. Widać to zarówno w wyglądzie surowców, jak i potworów czy bohaterów. Fraa jest również pełna podziwu dla różnorodności tychże bohaterów i miast. Właściwie każdy powinien być w stanie znaleźć tam coś dla siebie.

Ale skoro już Fraa zdecydowała się na tę wycieczkę sentymentalną, to trzeba jakoś to uporządkować. Toteż Fraa zacznie od tego – miasta:

Gracz ma do wyboru w podstawowej wersji osiem miast, wraz z dodatkiem Armageddon's Blade dodano dziewiąte: Conflux, którego nazwę Fraa zawsze kojarzyła z Cornflakes i nic tego nie zmieni. Zresztą, nazwa nazwą, a w środku miasto i tak wygląda jak gąszcz idoli fallicznych. Toteż tak zwane w polskiej wersji Wrota Żywiołów Fraa tutaj pominie i skupi się na miastach podstawowych.
Trudno powiedzieć, które z nich jest ulubionym kawiarczym, jako że Fraa miała po kolei fazy niemal wszystkich miast, za wyjątkiem Cytadeli.

Pierwszy chyba był Bastion (Rampart), który prezentuje się tak:

(nie trzeba oglądać w całości, to tylko widoczek z muzyką w tle, tak jak wszystkie następne)

Może i nie można zajrzeć do wnętrza każdej chatki, ale przecież gry nie ocenia się chyba na zasadzie „im więcej bajerów, nawet bezużytecznych, tym lepiej”? Tutaj jest świetnie dopasowana muzyka, fantastyczny, nieco Tolkienowski klimacik, w oddali, wśród zamglonych szczytów krążą złote smoki, a Fontanna Szczęścia kołysze się uspokajająco. Jest w tym urok i magia, które sprawiają, ze całe miasto jest urzekające.
Plus – trzeba dodać – dość silne. Gildia Magów ma pięć poziomów, a jednostki są dość szybkie (oprócz Krasnoludów, rzecz jasna, no bo czy widział ktoś kiedyś szybkiego krasnoluda?). Ponadto Jednorożce potrafią oślepić, co jest bardzo fajne, jeśli się nimi dowodzi, a bardzo upierdliwe, jeśli człowiek usiłuje się przed nimi obronić. Z kolei Drzewce ukorzeniają przeciwnika – umiejętność pożyteczna w starciu z jednostkami walczącymi wręcz. 

Po fazie Bastionu, Fraa miała etap fascynacji Infernem:


Skrajnie inny klimat. Tym razem z miasta bije zło, mrok i demoniczna moc uwydatnione przez wszechobecne płomienie, rzeki lawy no i iście diaboliczną kolorystykę. Zero Bastionowego melancholijnego, pokojowego nastroju. To jest Inferno z prawdziwego zdarzenia. Dodatkowo Fraa zawsze była pod wrażeniem genialnego Sanktuarium Grala, które tutaj przybiera formę Bóstwa Ognia. W Infernie ponadto można wznosić Wrota Wymiarów, co Fraa zawsze lubiła. Rzecz bardzo przydatna, jeśli posiadało się więcej niż jedno miasto tego typu – koniec kłopotów z rekrutacją ze wszystkich miast czy ze zdążeniem do oddalonego miasta przed przeciwnikiem. No i Fraa nadal odczuwa pewien sentyment do Arcydiabłów, które są bardzo... arcydiaboliczne. Oczywiście Gildię Magów w Infernie również można rozbudować do piątego poziomu.
Natomiast Fraa musi przyznać, że Inferno nie jest szczególnie mocarnym miastem... Albo po prostu Fraa nie nauczyła się wykorzystywać jego wszystkich atutów.

Gdzieś w tak zwanym międzyczasie Fraa przeszła fazę Fortecy (Tower):


Ma niezwykły, egzotyczny klimat. Ta magia nie kojarzy się z Tolkienem, ale bardziej z Bliskim Wschodem: ta wieloręka Naga, Dżiny czy Golemy. Z drugiej strony, ośnieżone szczyty mają się do Bliskiego Wschodu jak pięść do nosa, człowiek spodziewałby się czegoś takiego raczej na pustyni. Tym niemniej całość jest tak dopasowana, że obecność Dżina wśród lodowców wcale nie przeszkadza, a w efekcie uzyskuje się mieszankę może nie tyle bliskowschodnią, ile po prostu starożytną: antyczni Tytani, Gargulce, czy choćby te Dżiny tak stare, że pamiętają czasy przed stworzeniem człowieka. Magowie odnajdują się tu doskonale jako ci, którzy zgłębiają te starożytne tajemnice. Forteca jest jednym z najbardziej umagicznionych miast (w końcu to tutaj można rekrutować Magów), toteż oprócz pięciu poziomów Gildii Magów, ma też Ścianę Wiedzy oraz Bibliotekę, która dostarcza do Gildii Magów dodatkowe zaklęcia. 

Po tych trzech miastach, Fraa upatrzyła sobie Nekropolię (Necropolis):


Jest to miasto-cmentarzysko, jak zresztą łatwo domyślić się po nazwie. Gracz rekrutuje tu Zombie, Szkielety, zamienia w Szkielety dowolne inne jednostki, znajdą się tu też Wampiry, Lisze czy Zjawy. Zasadniczą wadą Nekropolii jest słabość jednostek najwyższego poziomu – mimo całej sympatii do Kościanych Smoków, są one po prostu kiepskie i jedyne, do czego Fraa je wykorzystuje, to obstawienie nimi Arcyliszy. Ten minus jednak rekompensują typowo nekromanckie sztuczki, takie jak wskrzeszanie się Alpów (czyli ulepszonych Wampirów) oraz oczywiście nieskończony i niekontrolowany przyrost jednostek niższych typów wskutek zdolności bohaterów Nekromancja. Walcząc z dużymi armiami i mając sporo ofiar wśród swoich jednostek, Fraa zawsze miała komfort pod tytułem: „Eee tam. Po walce wszyscy do mnie wrócą.”
Wesołe jest życie nekromanty, jednym słowem.

Równolegle do wyżej wymienionych etapów, co jakiś czas Fraa zwracała się ku Zamkowi (Castle):


Są to skupione w jednym miejscu wszystkie rycerskie cnoty i ideały. Gracz rekrutuje tu między innymi Krzyżowców, Kawalerzystów, Mnichów, a żeby tego było mało, to również Anioły. Anioły, które zresztą są naprawdę silną jednostką w porównaniu z innymi stworzeniami ostatniego poziomu. Archanioł może raz na walkę rzucić wskrzeszenie, ponadto są całkiem mocne w starciu. Na potęgę giną natomiast Łucznicy oraz ich ulepszona wersja – Kusznicy, toteż trzeba ich pilnować, obstawiać ze wszystkich stron i nie dać zabić. Rzecz w tym, że Kusznicy, którzy strzelają dwukrotnie, potrafią narobić ładnego spustoszenia w wojsku przeciwnika.
Graficznie widać jak przedstawia się całość: średniowieczny ideał, murowane budynki o białych wieżach, powiewające sztandary, no i fantastyczny Portal Chwały na błękitnym niebie.

Jeśli pominąć Cornflakes, to są jeszcze dwa miasta, o których zasadniczo należałoby wspomnieć: barbarzyńska Twierdza (Stronghold) oraz bagienna Cytadela (Fortress). O Wrotach Żywiołów Fraa nie powie zbyt wiele, bo grała nimi kilka razy na krzyż. Kompletnie nie przypadło jej do gustu – było dodane jakby na siłę, jednostki miało cukierkowe, a samo wnętrze miasta sprawia wrażenie niedoszlifowanego. To nie jest tak spójna kompozycja jak w innych przypadkach, tutaj jest tło i na tym, jak źle dopasowane klocki, pojawiają się kolejne falliczne budynki. Zupełnie niekawiarcze klimaty.
Inaczej ma się sprawa z dwoma pozostałymi miastami. Fraa co prawda musi przyznać, że nie są zanadto w jej stylu, ale same w sobie jednak są naprawdę dopracowane i widać w nich całościowy zamysł. Fraa próbowała się do nich przekonać i grała nieco jednym i drugim. Sęk w tym, że są to absolutnie niemagiczne miasta, więc Gildie Magów mają po trzy poziomy. Dla kawiarki to poważny problem, bo kawiarka bardzo intensywnie korzysta z magii w HoMM III.

I w tym miejscu trzeba wspomnieć o fantastycznym, nieoficjalnym i darmowym dodatku, jakim jest 
Heroes of Might and Magic 3 ½: In The Wake of Gods.
Jest to dzieło zainicjowane przez izraelskiego fana, Slavę Salnikova, który rozpoczął pracę nad WoG'iem w 2001 roku, a po siedmiu latach wycofał się, zostawiając projekt w rękach reszty zespołu zwanego WoG Team.Można powiedzieć jedno: WoG jest genialny. Jeśli ktoś znudzi się grą w HoMM III, znudzi się przechodzeniem kolejny raz wszystkich kampanii i scenariuszy z Armageddon's Blade, Shadow of Death czy Chronicles, to koniecznie powinien zapoznać się dodatkiem WoG. Jest troszkę zachodu z instalacją, ale skoro Fraa dała radę, to każdy da. Tym bardziej, że na mniej i bardziej oficjalnych stronach projektu bez problemu można znaleźć dokładną instrukcję, jak powinna odbyć się instalacja. A rzecz w tym, że WoG dodaje – za przeproszeniem – pierdylion nowych możliwości, spośród których można wybierać absolutnie dowolne, tworząc tym samym indywidualny tryb każdej rozgrywki. To zupełnie nowe HoMM III, nie bez przyczyny zwane częścią 3 ½. WoG między innymi wprowadza nowe jednostki, nowe budynki, nowy surowiec – mithril, modyfikuje część umiejętności (i o to nagle staje się przydatny Sokoli Wzrok! – no naprawdę: czy ktoś z Państwa kiedykolwiek przed WoG'iem świadomie i radośnie wybierał Sokoli Wzrok dla swojego bohatera...?), ponadto jednostki zyskują doświadczenie, a wraz z nim – dodatkowe umiejętności. Co ciekawe, w wyniku tego na przykład zupełnie nie opłaca się ulepszać Centaurów, ponieważ nieulepszone Centaury po zdobyciu odpowiedniej ilości doświadczenia stają się jednostką strzelającą, a ulepszone – nie. Doświadczenie zdobywają nawet jednostki tkwiące na wieżach strzelniczych w miastach. Tu Fraa przypomina sobie jedną grę, kiedy to okazało się, że ma miasto tuż przy portalu, z którego uparcie wyłaził przeciwnik, toteż Fraa nie mogła wyściubić nosa za mury. Była atakowana praktycznie codziennie, w związku z czym po jakimś tygodniu wieżyczki tak się już wytrenowały, że najprawdopodobniej jeszcze dzień, a same wyrwałyby się z ziemi i w podskokach przypuściły atak na upierdliwego wroga, przechodząc uprzednio przez portal. Grunt, że przeciwnik do tego stopnia połamał sobie zęby na kawiarczym mieście, że wkrótce musiał opuścić mapę na zawsze. Co więcej, miasto było nie do zdobycia do końca gry.

Plus w związku z całym systemem rozwoju poszczególnych jednostek, wprowadzono nowy rodzaj artefaktu: banner, który nie jest przeznaczony dla bohatera, tylko dla jego wojska. Tak samo zresztą jak cały szereg artefaktów dla WoG'owego Dowódcy. System Dowódców w ogóle jest bardzo interesujący, można ich rozwijać w różnorakich kierunkach, dodatkowo każdy rodzaj Dowódcy ma unikalną umiejętność, która czasem znacznie poprawia sytuację całego wojska (tak na przykład Dowódca bohatera pochodzącego z Twierdzy ma jako specjalizację Balistę - tym samym machina, która do tej pory bardziej wadziła, niż pomagała, staje się dodatkowym, całkiem silnym wsparciem).WoG oferuje również inne śmieszne modyfikacje, jak na przykład losowość przeciwnika (czyli: gracz widzi niby kilku Pikinierów, ale po zaatakowaniu może się okazać, że oddział owszem, zawiera kilku Pikinierów, ale oprócz tego setkę Kuszników, czterdzieści Gargulców i jeden mały Czerwony Smok). Inna opcja to taka, żeby jednostki na mapie były dowodzone przez losowego bohatera, albo przynajmniej miały taką możliwość.
Ciekawą możliwością jest wybór sojuszu. Jeśli mieliście Państwo scenariusz, w który nie graliście do tej pory tylko dlatego, że musielibyście państwo grać Cytadelą w sojuszu z trzema innymi graczami przeciwko jakimś dwóm biednym robaczkom, to nadeszła chwila, w której możecie Państwo w końcu w to zagrać, mając w głębokim poważaniu wszelakie ustalone z góry sojusze. Możecie Państwo grać z kim chcecie i którym kolorkiem chcecie.

Co więcej, WoG wprowadził nawet całkowicie nowe miasto – Gaj (Grove), że Fraa już nie wspomni na przykład o możliwości wyburzania miast i wznoszenia na ich miejscu nowych.Tak naprawdę można by założyć oddzielnego bloga poświęconego modyfikacjom, jakie wprowadza WoG. Fraa nawet nie zna ich wszystkich, bo jeszcze nigdy nie wypróbowała wszystkich. Utknęła po prostu na takich ustawieniach, jakie jej szczególnie podpasowały i tak gra, odkrywając HoMM III na nowo.I to by było na tyle.



PS. Ponieważ, jak - słusznie - wytknięto w komentarzach, Fraa zapomniała o Lochach, oto następuje pospieszne naprawienie błędu:

Lochy jak to lochy - jaskinie, sanktuarium Grala w postaci rozprutej na ścianie sylwetki (kawiarce od zawsze kojarzyło się to z lenistwem z filmu "Siedem"), no i dużo magii. Chyba najbardziej "greckie" z miast - można tu spotkać minotaury, meduzy i harpie. Fraa musi przyznać, że Lochami akurat nigdy za wiele nie grała...

czwartek, 6 maja 2010

Fraapujące mity (2) - Helena i Parys

Ciąg dalszy wpisu wczorajszego...


Parys z Heleną - J.L. David 1788
Byłoby jednakże niesprawiedliwością obarczać Helenę całą winą. Należy pamiętać, że córka Ledy nigdzie by nie popłynęła, gdyby nie Parys.
O Parysie Flawiusz Filostratos w Rozmowie o herosach pisze w ten sposób:

„Mówią więc, że Aleksandra nienawidzili wszyscy Trojanie. Był nie najgorszy w walce, odznaczał się przyjemnym głosem i miłym obejściem, wszak obracał się na Peloponezie. Walczył na różne sposoby, a w strzelaniu z łuku nie ustępował Pandarosowi. Jako młodzieniec przypłynął do Hellady, gdzie, jako gościa Menelaosa, oczarowała go swoim widokiem Helena. Zmarł przed trzydziestym rokiem życia. Cieszył się swoją urodą i, jak był przez innych podziwiany, tak też podziwiał sam siebie. Protesilaos pokpiwa z niego z wdziękiem. Widząc tego pawia (heros czyni tu aluzję do barw i wytworności ptaka), jak kroczył potrząsając piórami, przyglądając się im, czyszcząc je i poprawiając ich ustawienie, by wyglądały jak kolia z drogich kamieni, powiedział: «Patrz, to Parys, syn Priama, którego właśnie wspominaliśmy». Na moje pytanie: «Co upodabnia Parysa do pawia?» – odpowiedział: «Miłość własna». Ten wystrojony przyglądał się sam sobie podziwiając swoją zbroję. Przyodziewał ramiona skórami lamparcimi, nie znosił, by brud czepiał się w walce jego włosów, dbał też o połysk paznokci. Miał orli nos, jasną cerę, malował sobie oczy, jedna jego brew była podniesiona.”

Taki więc mężczyzna – Fraa nazywa go tu „mężczyzną” dla uproszczenia, nie dla jakichś szczególnie męskich przymiotów – uwiódł Helenę. Trzeba tu dodać, że Parys miał żonę – nimfę Ojnone, którą zdradził tak samo jak Helena zdradziła Menelaosa.
Jednak to, że o Parysie mniej się mówi, nie dziwi jakoś szczególnie. Bądź co bądź, syn Priama miał przynajmniej tyle przyzwoitości, żeby zginąć raniony przez Filokteta podczas wojny. Tym większą satysfakcję Fraa czerpie z tego, że do śmierci Parysa przyczyniła się sama Ojnone, która mogła uleczyć wiarołomnego męża, ale odmówiła.
Czy można się dziwić? Przecież miała solidne podstawy do czucia się urażoną. W Owidiuszowym liście do Parysa, Ojnone pisze:

„Nimfa ze szczytów idajskich śle to pismo do przeczytania swemu Parysowi, chociażby wzbraniał się przed tym, abym go zwała moim.
Przeczytasz je? Czy też nowa żona Ci zabroni? Przeczytaj! Listu tego nie pisała ręka Mykeńczyka.
Ja, pegazyjska Ojnone, najsławniejsza w lasach frygijskich, skarżę się, obrażona w swej dumie przez Ciebie, którego, pozwolisz, że nazwę swym mężem. (…)
Kiedym ja, nimfa, córka boga potężnej rzeki, Ciebie wybrała sobie na męża, nie byłeś wtedy tak wielki. Dzisiaj syn Priama, nie bójmy się prawdy, byłeś wówczas niewolnikiem, alem ja, nimfa, nie wahała się poślubić niewolnika. Często pośrodku stada spoczywaliśmy w cieniu drzew, a trawa zasłana liśćmi służyła nam za łoże. (…)
Kto Cię wiódł po górskich borach najsposobniejszych do łowów, kto pokazywał, w jakiej skalnej grocie zwierz ukazywał swe małe? Ileż to razy pomagałam Ci napinać rozluźnione oczka sieci, ileż razy z szybkonogimi psami pędziłam przez najwyższe szczyty! Me imię zachowały buki nacięte Twym nożem, dziś jeszcze czytać na nich można: «Ojnone». (…)
Teraz tylko takie Ci odpowiadają, które podążają za Tobą przez otwarte morze i opuszczają prawowite małżeńskie łoża. Lecz ongi, gdyś, ubogi pasterz, wiódł stada, tylko Ojnone była małżonką biedaka. Nie nęcą mnie Twoje bogactwa, nie obchodzi mnie Twój pałac królewski ani nie żądam, by mnie zwano jedną z wielu synowych Priama. Nie dlatego, by Priam miał się wzbraniać przed nazwaniem go teściem nimfy ani żebym Hekabie mogła się wydać niegodną miana synowej. Jam godna być małżonką potężnego pana. I pragnę nią być. Mam dłonie, co potrafią dzierżyć berło. Nie gardź mną tylko dlatego, że wraz z Tobą leżałam w cieniu buków. Jam bardziej godna łoża z purpury. Ponadto zaś miłość moja darzy bezpieczeństwem; nikt z powodu mnie nie przygotowuje żadnej wojny i fale morza nie przynoszą statków z mścicielami.”

I więcej w tym tonie.
Fraa naprawdę niezmiernie się cieszy, że nimfa miała w sobie tyle siły charakteru, żeby nie przebaczyć Parysowi i odwrócić się od niego, kiedy ten potrzebował jej pomocy. Niestety, Helena – wedle relacji Homera w Odysei – żyła długo i szczęśliwie na powrót u boku Menelaosa.

Ojnone nie jest jedyną kobietą, która znienawidziła tę parę kochanków. Już wcześniej Fraa wspomniała Hekabe, ale można się przy królowej Troi zatrzymać na chwilę, ponieważ to ona jest tą, która fantastycznie zbija wszelkie argumenty Heleny, gdy ta w Trojankach broni swojej niewinności i swoich racji przed rozwścieczonym Menelaosem, który nie ukrywa, że Grecy postanowili zabić córkę Ledy. Hekabe odpowiada Helenie:

„Dobrze! Wziął gwałtem cię mój syn, powiadasz,Któż w Sparcie spostrzegł, czy ty choć krzyknęłaś,A młody Kastor był tam i brat-bliźniak –Byli tam jeszcze, nie wśród gwiazd na niebie!Więc – jużeś w Troi, Achajowie w śladyZa tobą, trwają orężne zmagania.(…)Widziałaś tylko szczęście, dbałaś tylko,By iść za szczęściem, za cnotą nie chciałaś.I potem mówisz, że wiązałaś sznuryU blanków, chcąc zbiec, żeś tu być nie chciała!Czy cię schwytano przy wieszaniu stryczka,Ostrzeniu noża? – kobieta szlachetnaTak by czyniła z żalu za swym mężem!A ileż razy cię napominałam:«Córeczko, wyjedź! Syn mój w inne ślubyWstąpi – a ciebie na greckie okrętyWyślę ukradkiem – i tak kres już połóżGreków i Trojan wojnie.» To ci byłoPrzykre. Pyszniłaś się w domu Parysa,Czołobitności barbarzyńskiej chciałaś!”


Przelotny romans Parysa i Heleny sprowadził zgubę na Troję i szereg lat nieszczęść na Helladę. To nie tylko uśmierceni wielcy herosi, tacy jak Hektor czy Ajas, ale też tragedia niezliczonych kobiet, takich jak skromna i wierna Laodamia, która straciła Protesilasa zaraz po ślubie, jak w końcu dobrze znana wszystkim Penelopa, która dwadzieścia lat żyła jako wdowa. To za Heleny i Parysa przyczyną obrócił się w ruinę dom Atrydów. Kasandra wręcz wskazuje na to, że Troję spotkał lepszy los niż Greków – bo Trojanie zginęli w obronie ojczyzny, legli na własnej ziemi, w sławie. A Hellenowie z dala od domu, walczyli w cudzej sprawie, greckie żony stawały się wdowami, a rodzice stawali się bezdzietni. Nie było w tym sławy.
Tymczasem po śmierci Parysa, drugiego po Tezeuszu kochanka, Helena miała mieć krótki romans z Achillesem, aż ostatecznie poślubił ją Deifobos. Jak na cnotliwą małżonkę, na jaką usiłuje Helena się kreować, miała całkiem niezłą statystykę.

Fraa nie potrafi udawać, że Helena albo Parys wzbudzają w niej chociaż jakąkolwiek krztynę sympatii. Nie wzbudzają. Przez lekkomyślność, wiarołomstwo i zwykły egoizm tych dwojga stało się to, o czym śpiewa Chór w Helenie:

„Matki straciły synów,Dziewice-siostry warkoczeKładą za zmarłych nad faląRzeki frygijskiej, Skamandru.Krzyk, krzyk wydała HelladaI zajęczała jak płaczka!Rękami po głowie się bije,Paznokciami rozdziera oblicze.”
A jeśli komuś przewinął się w rękach tytuł Pochwała Heleny Gorgiasza, to niech spojrzy na zakończenie tego tekstu:
„Zmazałem swą mową niesławę kobiety, przestrzegałem wiernie prawa, które przedstawiłem na początku mowy, starałem się obalić niesprawiedliwość potępienia i głupotę mniemania, powziąwszy zamiar napisania mowy pochwalnej o Helenie, którą to mowę uważam za retoryczną igraszkę.”

Nawet sofista Gorgiasz, dla którego – jak to dla sofistów – nie istnieje obiektywna prawda, a rację ma ten, kto lepiej przemawia, nawet dla niego niewinność Heleny może być najwyżej rozpatrywana tak dla jaj, dla igraszki. Bo przecież każdy wie, że była winna jak diabli, a tłumaczenie jej niewierności wolą bogów czy użyciem wobec córki Ledy przemocy, może wzbudzić najwyżej śmiech. Nikt czegoś takiego nie mówiłby na poważnie.

Na koniec Fraa musi przytoczyć pieśń I.15 Horacego, która genialnie oddaje stosunek starożytnych do wydarzeń związanych z upadkiem Troi, jak również oddaje to, co myśli o tym wszystkim Fraa:

„Gdy pasterz wiarołomny po morskiej głębinieNa łodziach mknął idejskich z Heleną porwanąWówczas, gdy w jej pałacu przebywał w gościnie,Nereus ciszę sprowadził nieoczekiwaną
I straszne głosił wróżby: «Pod złymi ty znakiWiedziesz w gród swój niewiastę, po którą wyruszyZłączona Grecja z wojów mnogimi orszakiI śluby twe wraz z tronem Pryamowym skruszy...
Hej, jakiż znój tam czeka i mężów, i konie,Jak sroga grozi Troi przez ciebie zagłada!Oto rydwan i puklerz, i szyszak na skronieGotuje – i wojenny szał wznieca Pallada.
Próżno ty, ufny w pomoc Wenery i siłę,Trefić będziesz swe pukle i przy lutni dźwiękuZawodzić słodkie pienia, białogłowom miłe;Próżno unikać będziesz wojennego szczęku,
Kretyjskich strzał i włóczni, w komnatach ukryty;Próżno będziesz uchodził przed szybką pogoniąAjasa, bo choć późno, biada ci, zabityLegniesz w zbroczonym prochu rozpustniczą skronią.
Nie przeczuwasz Odyssa, który grób zgotujeTwej ojczyźnie, nie widzisz z Pylos bohatera?Oto cię salamiński śmiało atakujeTeucer, oto Stenelus na ciebie napiera,
Wojownik doświadczony, a także w potrzebieDo kierowania końmi ochoczy woźnica.Poznasz także Meriona, a oto znów ciebieDopaść chce Dyomedes, lepszy od rodzica.
Jak jeleń rzuca paszę i zmyka z pośpiechem,Gdy wilka z drugiej strony zobaczy w parowie,Tak ty przed owym umkniesz z zapartym oddechem,Lubo nie tak przyrzekłeś swojej białogłowie.
Gniew Achillesa Troi opóźni ruinęI niewiastom frygijskim odwlecze dzień skonu,Lecz gdy Los wyznaczoną wybije godzinę,Zniszczy grecka pożoga potęgę Ilionu.»”
[tłum. Józef Zawirowski]



Lektury podstawowe:

  • Homer Iliada, Odyseja
  • Janina Gajda, Sofiści, Warszawa 1989
  • Quinti Horati Flacci Opera omnia, t. I, pod red. O. Jurewicza, Warszawa 2000
  • Owidiusz, Heroidy, przeł. W. Markowska, Kraków 1986
  • Flawiusz Filostratos, Rozmowy o herosach, przeł. M. Szarmach, Toruń 2003
  • Herodot, Dzieje, przeł. S. Hammer, Wrocław 2005
  • Eurypides, Tragedie, przeł. i oprac. J. Łanowski, Warszawa 1967
  • Robert Graves, Mity greckie, przeł. H. Krzeczkowski, Kraków 2009




„Śród rzezi, krwi dzierży Ares szale wag.
Wymienny kram w rynku – dla wymiany ciał!
Ze stosów, spod Ilionu baszt,
do domu, matkom, żonom śle
proch, od gorzkich ciężki łez.
Popiołem ludzkim srogi bóg
tyle już napełnił urn!...
Żałobny mężów sławi płacz:
ten – mówią – szermierz dzielny był,
ów, pięknie walcząc pierś o pierś,
poległ – za cudzą żonę... Tak
z cicha już tylko szemrze lud.”

[Chór w „Agamemnonie” Eurypidesa]




PS. Ach, ponadto Fraa czuje się w obowiązku dodać jedno sprostowanie do wpisu o Medei. Bo Fraa zapomniała przy tym wszystkim dodać, że Jazon, przybywając do Kolchidy, był żonaty – jego małżonką była Hypsipile z Lemnos. Niby szczegół, ale zapewne nie dla zdradzonej kobiety.

środa, 5 maja 2010

Fraapujące mity (1.5) - Helena i Parys

Ten wpis będzie w dwóch odcinkach. Nie dlatego, że Fraa nie ma pomysłu na jutro. Niestety, przy okazji pisania o Medei okazało się, że przewidziany jest limit na wpisy. O ile wtedy ledwo-ledwo, ale udało się wcisnąć w ten limit (trzeba było wyciąć tylko dwa zdania), o tyle Fraa obawia się, że tutaj musiałaby wywalić jakąś stronę, a - co tu dużo kryć - po prostu nie chce i nie zamierza tego robić, bo nie po to tyle pisała, żeby teraz to wyrzucać gdzieś do odległej galaktyki.
Dlatego też będzie podzielone na pół. Tak mniej-więcej...


Helena Trojańska - Evelyn De Morgan 1898
Opowieść o najpiękniejszej kobiecie starożytnej Grecji, córce Dzeusa i Ledy, pewnie większość ludzi zna. Wszystko zaczęło się od tego, że trzy boginie – Hera, Afrodyta i Atena – spierały się o jabłko podpisane „Dla najpiękniejszej”, podrzucone przez Eris, bogini niezgody. W końcu zostało ustalone, że poproszą o rozsądzenie sporu niejakiego Parysa – będącego wówczas ubogim pastuszkiem gdzieś w okolicach góry Ida. Parys wydał werdykt na korzyść Afrodyty, która obiecała mu w zamian za to najpiękniejszą kobietę za żonę. Miała nią zostać Helena, żona Menelaosa.

Tu należy cofnąć się nieco w czasie i powiedzieć parę słów o Helenie.
Córka lub, wedle innej wersji, wychowanka Ledy, wykluła się z jajka, była piękna, a za rodzeństwo miała Klitajmestrę oraz Dioskurów – czyli Kastora i Polideukesa. Kiedy miała około dwunastu lat, akurat tak się stało, że Tezeusz – za namową Pejritoosa – postanowił uprowadzić ją celem spowinowacenia się z Dioskurami przez małżeństwo. Panowie, po udanym porwaniu, mieli losować, który weźmie Helenę. Dla przegranego postanowili uprowadzić wtedy jeszcze jedną córkę Dzeusa. Nie brzmi to zbyt romantycznie, ale tak snuje tę opowieść Robert Graves, podpierając się Pauzaniaszem i Diodorem Sycylijskim.
Porwali więc młodziutką Helenę, a wygrał Tezeusz. Wedle mitografów, miał on być jej pierwszym kochankiem. Kiedy jednak heros wraz z przyjacielem udał się do Hadesu po Persefonę dla Pejritoosa, Dioskurowie odbili Helenę, a wraz z nią uprowadzili matkę Tezeusza, Ajtrę.
Kiedy Helena wróciła do domu, jej przybrany ziemski ojciec, Tyndareos, postanowił wydać ją za mąż. Zjawiło się wielu zalotników, najznamienitsi herosi znanego świata. Żeby uniknąć rozlewu krwi, Tyndareos (za namową Odysa) wymusił na kandydatach przysięgę, że uszanują wybór Heleny, a jeśli przyszłego małżonka spotka jakieś nieszczęście, stawią się gotowi, żeby mu pomóc. Jak widać, starożytni herosi zbytnią siłą umysłu nie grzeszyli, bo zgodzili się na ten układ. Helena wybrała Menelaosa (bogowie raczą wiedzieć czemu, bo przecież Menelaos nie wsławił się niczym ponad to, że był mężem Heleny...). U Eurypidesa w Ifigenii w Aulidzie Agamemnon opisuje to w ten sposób:

„Niech zalotnicy zwiążą się przysięgąI dłonie sobie ścisną, i na ogieńPłynną ofiarę zleją, i ślubują:«Czyją zostanie Tyndarowa córka,Temu z pomocą przyjść, gdyby ktoś porwałZ domu ją, z łoża prawego małżonka –Wyprawić razem się, zbrojnie spustoszyćMiasto – czy greckie, czy też barbarzyńskie.»Gdy zaprzysięgli to – chytrze ich starzecTyndarej podszedł swym mądrym pomysłem –Zezwala córce wybrać z nich małżonka,Tego, ku komu pchną ją wichry Kypris.I wzięła – oby go nigdy nie brała! –Menelaosa, a od Frygów przybyłTen „sędzia bogiń”, jak wieść grecka niesieDo Sparty, w szaty kwieciste odziany,Błyszcząc od złotych barbarzyńskich ozdób,I zakochany porwał zakochanąHelenę na pastwiska Idy, kiedyMenelaosa nie było.”

I tu można wrócić do Parysa.
Parys zawitał w Sparcie i został ugoszczony przez Menelaosa. Jednak król musiał udać się na pogrzeb i opuścił dom na jakiś czas. Ten moment wykorzystali Parys i Helena, którzy – jak się okazało – dość szybko wpadli sobie w oko. Odpłynęli het, het daleko.
Ostatecznie wylądowali w Ilionie, gdzie Priam uznał Parysa za swego syna i od tej pory Parys mógł wieść prawdziwie królewski żywot. To znaczy mógłby, gdyby nie to, że pogoń była blisko i już niebawem pod murami Troi rozpętało się piekło.

Tyle mówi najprostsza wersja mitu.

Najprostsze wersje mają jednak to do siebie, że nie wnikają w motywy działania bohaterów ani nie poddają ich czynów ocenie. Tym zajmują się już artyści – a przypadku Heleny i Parysa było to naprawdę znaczne grono autorów zarówno greckich, jak i łacińskich. Z tych najbardziej znanych można tu wymienić Homera, Herodota, Alkajosa, Sofoklesa, Eurypidesa, Gorgiasza, Owidiusza czy Horacego.
Cóż oni mogą powiedzieć współczesnemu czytelnikowi?

Tak naprawdę mało kto, podejmując tę tematykę, podnosił kwestię sporu bogiń. Coś o tym wspomniał Wergiliusz w Eneidzie, coś Gorgiasz w Pochwale Heleny, ale przecież starożytni nie byli głupi. Nie oceniali ludzkich postępków przez pryzmat bajecznej historyjki o rzuconym przez Eris jabłku. Hekabe w Trojankach Eurypidesa tak mówi do Heleny:

„Nie wierzę – Hera i Dziewica PallasMiałyby popaść w tak straszną głupotę –Hera sprzedałaby barbarom ArgosPallas Ateny w niewolę u Frygów,Gdy z zalotności i dla żartu przyszłyNa sąd urody na Idę? DlaczegoHera tak bardzo chciałaby piękności –By mieć lepszego męża niźli Dzeusa?Może Atena chciała złowić męża –Ta, co prosiła ojca o dziewictwo,Nie cierpiąc łoża? Nie rób głupich z bogińStrojąc swą podłość – mądrzy nie uwierzą!”
Zresztą, już Herodot bezlitośnie odziera dzieje Heleny z mitycznej otoczki, kiedy opowiada o przyczynach antagonizmu między Europą a Azją:
„Aż dotąd więc były tylko wzajemne uprowadzenia, teraz jednak Hellenowie w wysokim stopniu zawinili: oni bowiem wprzód wyprawili się na Azję niż Azjaci na Europę. Zdaniem Persów, porywać niewiasty jest czynem ludzi niesprawiedliwych, ale z powodu porwanych zawzięcie uprawiać dzieło zemsty mogą tylko nierozumni; rozsądni ludzie zgoła nie troszczą się o porwane kobiety: boć przecie to jasne, że gdyby same nie chciały, nie zostałyby uprowadzone.”
Może i brzmi to okrutnie, ale w przypadku Heleny jest całkowicie słusznym wnioskiem. Gdyby nie chciała, to nie zostałaby uprowadzona. Ale ona przecież odwzajemniła uczucie Parysa, o czym mówi choćby Agamemnon w przytoczonym wyżej fragmencie, ale też wskazuje na to Kasandra w Trojankach:
„Przez jedną miłość i jedną kobietę,Łowiąc Helenę, padło ich tysiące,A ten ich mądry wódz, za to, co wrogieNajbardziej, stracił, co najmilsze, oddałWłasne kochane dziecko za bratową,I to nie gwałtem wziętą, lecz z jej zgodą.”
Ta, która spośród może nawet dziewięćdziesięciu dziewięciu herosów wybrała na męża Menelaosa, lekką ręką porzuciła miłość do niego i skłoniła się ku Parysowi. Wiedząc o potencjalnych konsekwencjach ucieczki, mimo wszystko się na nią zdecydowała, zabierając ze sobą skarby, niewolnice, Ajtrę – zostawiając natomiast własną córkę, którą urodziła Menelaosowi. A przecież Owidiusz w Heroidach kazał Helenie pisać te słowa do Parysa:
„Co wtedy powiedzieć by o mnie mogły Sparta i cała Achaja, co ludy Azji i Twa Troja? Co pomyślałby o mnie Priam? I małżonka Priama? A Twoi liczni bracia i córki Dardanii? A Ty sam, jakże mógłbyś spodziewać się po mnie wierności, Twój własny przykład czyż nie napawałby Cię niepokojem?”
Istotnie, słuszne były przeczucia Heleny – mieszkańcy Troi nienawidzili kochanki Parysa. Zresztą, początkowe wątpliwości córki Ledy w ogóle brzmią całkiem rozsądnie. Gdyby tylko ta sama Helena nie użalała się w tragedii Eurypidesa:
„(...) Rzucił trzody Parys z Idy,Przybył do Sparty, aby mnie wziąć w łoże.Hera, zawistna, bo nie zwyciężyła,Jak wiatr zdmuchnęła mój ślub z Aleksandrem(…) A nadtoZ woli Dzeusowej więcej idzie nieszczęść.”

A więc dla Heleny nie było problemem to, że zgrzeszyła czy że przez nią zginęli najznamienitsi Grecy. Najwięcej zmartwień przysparzało jej to, że romans się nie udał. Miało być tak pięknie, a tu wojna, gdzie obiecane „żyli długo i szczęśliwie”? W świetle tych słów jakiekolwiek późniejsze poczucie winy i skrucha mogą być z powodzeniem uznane tylko za grę pod publiczkę, za próby oczyszczenia się z odpowiedzialności za tragedię Hellady i Ilionu.
I tak też Fraa to odbiera. Bo chcąc nie chcąc, w tragedii Eurypidesa i tak wyszło szydło z worka. I ma rację Hekabe, kiedy dowiedziawszy się o tym, że Poliksena ma zginąć na grobie Achillesa, mówi:

„Powinien zażądać zabicia Heleny– Ona zgubiła go, przez nią był w Troi”

wtorek, 4 maja 2010

ZaFraapowana filmami (25) - "Rudobrody"

Fraa jest bardzo wdzięczna polonistce z liceum, która zmusiła młodą kawiarkę do obejrzenia w swoim czasie „Tronu we krwi”. Bo był to pierwszy film Akiry Kurosawy, jaki Fraa obejrzała. I jednocześnie film, który bardzo mocno wrył się w kawiarczą pamięć.
W końcu Fraa wzięła byka za rogi. 

Rudobrody
Co prawda moda na lekarzy już chyba nieco osłabła, tym niemniej jeszcze nie tak dawno „Dr House” robił furorę. Widzowie przestępując z nóżki na nóżkę i z obfitym ślinotokiem śledzili losy złośliwego i totalnie nieczułego lekarza, który zraża do siebie wszystkich po kolei. Fraa nie zamierza się wypierać, na trzy sezony sama uległa urokowi niegdysiejszego walijskiego księcia Jerzego z „Czarnej Żmii”. Teraz jednak Fraa z czystym sumieniem może powiedzieć: House może się schować i zakryć jakimś grubym kocem.
Bo Fraa zobaczyła „Rudobrodego” Akiry Kurosawy z 1965 roku.

Tytułowym bohaterem jest lekarz prowadzący wiejską klinikę Koshikawa dla ubogich, Kyojio Niide, zwany Rudobrodym z oczywistych względów. To znaczy względy nie są aż tak oczywiste jeśli wziąć pod uwagę, że film jest czarno-biały, tym niemniej nie ma tu żadnej tajemnicy. Doktora Niide gra oczywiście fenomenalny Toshirô Mifune, doskonale znany z innych filmów Kurosawy, takich jak wspomniany wcześniej „Tron we krwi”, ale też „Siedmiu Samurajów” czy „Rashomon”. Tylko że o ile wcześniej Fraa widywała Mifune raczej w podobnych rolach (dość cholerycznych, trzeba przyznać), o tyle tutaj wreszcie można się przekonać, że aktor doskonale sprawdza się również przy odgrywaniu odmiennych charakterów.
Rudobrody to osobnik oschły, skryty i dość surowy dla podwładnych. Nie idzie na ustępstwa i, co więcej, zazwyczaj okazuje się, że ma rację. Mówi się o nim, że trzeba się do niego przyzwyczaić, bo raczej nie jest zbyt serdeczny wobec pracowników szpitala. Zresztą, równie surowy jest dla pacjentów, jeśli ci nie wypełniają posłusznie poleceń lekarza.

Rudobrody - Mifune
„Rudobrodego” warto obejrzeć dla samego tytułowego bohatera. Ale nie tylko.



Fabuła właściwie jest dość prosta: do kliniki Rudobrodego przybywa młody, ambitny lekarz Noboru Yasumoto (Yûzô Kayama), który chlubi się tym, że studiował medycynę w Nagasaki i jego marzeniem jest zostanie lekarzem szoguna. Yasumoto nie zamierza zostawać w tej zapyziałej dziurze i słuchać we wszystkim Rudobrodego, a już na pewno nie chce udostępniać mu swoich notatek i rysunków. Widz obserwuje stopniową metamorfozę Yasumoto, która to metamorfoza jest w gruncie rzeczy dość łatwa do przewidzenia już na samym początku.
Tu nie chodzi jednak o to, co się stanie, ale jak do tego dojdzie. A to już nie jest takie proste.W szpitalu spotykają się lekarze, pacjenci, pielęgniarki – każde z nich ma swoją historię i swoje tajemnice. W gruncie rzeczy to o nich, o tych ludzkich historiach, jest mowa w filmie. Początkowo widz ma do czynienia tylko z chodzącymi tu i tam postaciami, ale z czasem okazuje się, że te postacie mają naprawdę dużo do powiedzenia. Do ich aktualnego położenia doprowadził ciąg zdarzeń, które stopniowo są przywoływane. Okazuje się, że nic nie jest takie proste, jak mogło wydawać się na początku. Nawet Osugi, pielęgniarka tajemniczej kobiety-modliszki, też przeżywa swój dramat, o czym w odpowiednim momencie filmu będzie mowa. W „Rudobrodym” widz po prostu poznaje życie. Poznaje je razem z młodym Yasumoto, który również był z dala od tego typu historii i ludzi: z dala od biedy, brudu, smrodu i bólu.

Rudobrody - prostytutka
Na szczególną uwagę zasługuje tutaj wątek związany z młodziutką prostytutką, która stanowi pierwszy poważny przypadek dla Yasumoto. Sprawę komplikuje fakt, że pacjentka zakochuje się w opiekunie, a w jej przypadku uporanie się z takim pierwszym zauroczeniem jest wyjątkowo trudne. Sceny, w których dziewczyna szoruje podłogę, dając się ponieść swojemu szaleństwu, są naprawdę poruszające. Kurosawa uświadamia, że nie wszystko jest takie jak się wydaje i że czasem po prostu trzeba dać komuś szansę, mimo że wydaje się, iż dana osoba w ogóle przejmuje się uczuciami innych.

Fraa tak sobie myśli, że o tym właśnie jest „Rudobrody” – o przełamywaniu własnych uprzedzeń, dostrzeganiu piękna i dobroci w czarno-białej, ponurej rzeczywistości. Można by rzec: o życiu, gdyby to nie brzmiało tak beznadziejnie banalnie. Film Kurosawy niesamowicie wciąga, opowieści poszczególnych bohaterów przeplatają się tworząc obraz życia zwykłych, biednych ludzi. Nie zawsze są oni dobrzy i uczciwi, o nie. Wśród nich znajdą się też złodzieje i mordercy. Ale przecież i z takich osób składa się społeczeństwo. Kurosawa pokazuje też, że ludzie są różni. Choćby w domu publicznym: jedne kobiety są chciwe i do cna zepsute, inne – choć może to brzmieć trywialnie i głupio – są naprawdę niewinne. Ale nie jest tak, że życie nieustannie jest ponure i szare. Fraa parę razy się uśmiechnęła, choćby kiedy burdelmama została zwyzywana przez pielęgniarki. Bo rzeczywistość czasem stwarza również komiczne sytuacje, nawet jeśli okoliczności są poważne. Nie wszystkie sceny są tak przejmujące, jak lament kobiet wołających do studni o ocalenie chłopca. Choć trzeba przyznać, że ten właśnie moment szczególnie robi wrażenie, jest na swój sposób przerażający.

Fraa nie czytała opowiadania Shūgorō Yamamoto „Akahige- shinryōtan” („Szpital Rudobrodego”) z 1959 roku, na którego podstawie jest film „Rudobrody”, ale ma niejasne wrażenie, że to musi być kawał porządnej literatury. Tekst, przeniesiony na ekran przez Kurosawę, jest fenomenalną opowieścią o człowieczeństwie, z którą na pewno warto się zapoznać.






"– Musisz tu zostać i sam zobaczyć. Pacjenci to biedacy. Pełni pcheł i wszy. Śmierdzący. Dostajemy mało pieniędzy. A Rudobrody pogania nas dniami i nocami.

– Rudobrody?
– Główny lekarz. Jego broda jest rudawa. Tu jest naprawdę okropnie. Będąc tutaj zastanawiasz się, czemu chciałeś zostać lekarzem.
– Tutaj śmierdzi zgniłymi owocami.
– To zapach ubogich."
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...