niedziela, 30 grudnia 2018

Wubba lubba dub dub! - "Rick i Morty": komiks!

[notka powstała 5 grudnia 2018 - stąd też wszelkie wzmianki osadzające ją w czasie, typu "parę dni temu" itp., są z deka nieaktualne w momencie publikacji]



Nigdy chyba nie popełniłam o tym notki ani jakoś szczególnie się nie chwaliłam, a w sumie nie wiem czemu. Ot, po prostu umknęło mi w ferworze życia. Nadrabiam więc: swego czasu, w zasadzie nieco z przypadku, zostałam zagorzałą fanką animowanej serii Rick i Morty. Tak naprawdę winnym jest tu Ulv, który mi podsunął ten tytuł, kiedy zastanawiałam się, za co by się tutaj zabrać na tym Netfliksie, skoro już bulimy za niego hajs. Zresztą, pierwszy odcinek czy dwa wywołały we mnie raczej umiarkowany entuzjazm: fabuła była od samego początku dziwacznie pospieszna, nie wiedziałam nic o postaciach, kreska dość brzydka, a znakiem rozpoznawczym Ricka jest ciągłe bekanie, co przy moich, hm, preferencjach akustycznych niekoniecznie jest pożądaną cechą. Niemniej odcinki króciutkie, więc dałam serialowi szansę.
Dwa sezony później z zaskoczeniem i niebywałym rozczarowaniem stwierdziłam, że to już koniec i jak to w ogóle możliwe, więc odpaliłam całość od początku.
Kilka obejrzeń później pozostało mi już tylko pocieszanie się myślą o nadchodzącym trzecim sezonie, w którego temacie zaczęły pojawiać się plotki.
A potem istotnie pojawił się trzeci sezon. Niestety, oglądania starczyło raptem na dzień czy dwa. I znów zaczęłam cierpieć, no bo jak to tak, bez Ricka i Morty'ego, najlepszej kreskówki ever? Serial zaskakuje na tak wielu płaszczyznach, że to się w głowie nie mieści. Jak akcja – to fantastycznie dynamiczna. Jak emocje – to głębokie i uderzające po nerach do łez. Jak muzyka – to zawsze najlepiej dobrane kawałki do danego momentu. A jak humor – to bezwzględny i gorzki.
A potem Marcin Jamiołkowski na swoim fejsuniu wrzucił fociszcze komiksu! Komiksu Rick i Morty! Wydawanego przez Egmont! No to w te pędy poleciałam kupić. Wwaliłam do koszyka od razu wszystko z tego tytułu, czyli dwa tomy. Rzecz miała miejsce jakoś w połowie października. Kilka dni po dokonaniu zakupu zauważyłam, że wszystko fajnie, tylko drugi tom był w przedsprzedaży, bo premierę ma 5 grudnia. Czyli wysyłka całego zamówienia przesunęła mi się o, bagatela, półtora miesiąca. Ale postanowiłam nie płakać.

Parę dni temu upragniona przesyłka wreszcie wpadła w moje ręce.
Przyznam, że pierwszy tom otwierałam pełna obaw. Niepokoiło mnie właściwie wszystko: rysunki, fabuły, humor, no i last but not least: polskie dialogi. Nigdy nie oglądałam Ricka i Morty'ego z dubbingiem (nawet nie wiedziałam, że taka wersja istnieje, dopóki nie zauważyłam wzmianki o niej w jakiejś internetowej recce komiksów). Miałam masę wątpliwości, czy polskie wypowiedzi włożone w usta bohaterów aby na pewno się sprawdzą.

A potem zamknęłam drugi tom i zasmuciłam się, że jeszcze nie ma trzeciego.
Ale po kolei.

Polska wersja językowa, która w istocie stanowiła moje główne źródło obaw, okazała się całkowicie zadowalająca. Tłumaczowi udało się bardzo fajnie oddać sposób mówienia bohaterów, tak że czytając wręcz słyszałam oryginalne głosy. Zarówno Rick jak i Morty zachowali swoje charakterystyczne maniery, zająknięcia, powiedzonka czy skłonność do nie do końca uzasadnionego emocjonowania się w najmniej spodziewanych momentach.
Jeśli zaś chodzi o fabuły, to świetnie trzymają klimat serialu i stanowią jego dopełnienie. Przygody Ricka i Morty'ego są inne niż te, które poznałam dzięki Netfliksowi, ale jednocześnie spokojnie mogłyby zostać zaadaptowane jako kolejne odcinki i trudno by było odróżnić, że są inni twórcy. Widać, że to komiks tworzony przez ludzi, którzy rozumieją, o co w tym chodzi. Przez fanów dla fanów. Są równoległe wszechświaty, problemy rodzinne, sporo uwagi dostaje też Summer, co tylko cieszy, bo im bardziej rozwijał się serial, tym mocniej ta dziewczyna pokazywała swój potencjał. Dobrze się czyta o tym, że w istocie jest całkiem srogim badassem.

Jeśli miałabym czepiać się czegoś w komiksie, to będą to – i przyznam, że to mnie akurat zaskoczyło – rysunki. Zdawałoby się, że kreska Ricka i Morty'ego jest banalnie prosta. A jednak miejscami miałam wrażenie, że CJ Cannon nie daje rady, szczególnie w przypadku Beth, a i Summer czasem potrafi być jakoś dziwacznie koślawa. Bo jeśli idzie o tytułowych bohaterów, to tutaj wszystko jest w porządku. A Beth czasem a to jakoś dziwnie się rozjedzie twarz, a to ma figurę jakąś klocowatą… trochę jakby stwierdzono, że łotewer, przecież to tylko postać drugoplanowa. A przecież to nie do końca prawda – bo tak naprawdę fabuła Ricka i Morty'ego zawsze kręciła się wokół całej rodziny Smithów, więc byłoby miło, gdyby wszyscy jej członkowie byli traktowani z jednakową pieczołowitością.
Ale to tylko maleńki zgrzyt, który pojawiał się zresztą sporadycznie.

Faktem jest, że komiks wciąga i pozwala choć przez jakiś czas (okrutnie krótki, trzeba przyznać) nacieszyć się ponownym spotkaniem ulubionych bohaterów gdzieś w czasie tego długiego i męczącego oczekiwania na kolejne sezony (wszak już jakiś czas temu poszło info o nadchodzących siedemdziesięciu nowych odcinkach!). Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą pozycją i nie mogę się doczekać kolejnych tomów – wiem już, że na pewno będę je systematycznie kupować i mam nadzieję, że Egmont nie zrobi brzydkiego psikusa i nie przerwie wydawania w trakcie serii.
Największa wada komiksów spod znaku Ricka i Morty'ego? Szybko się kończą.




- Skoro zamierzałaś to zrobić, dlaczego mnie wcześniej torturowałaś?
- Chyba chodzi o jakiś zadawniony gniew z dzieciństwa. W sumie było to dość oczyszczające.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...