środa, 14 marca 2012

Granie na Fraakranie (19) - Syberia


seria Almanach klasyki:
Syberia 1 i 2 (pudełko)
Na wstępie muszę przyznać się do pewnej swojej wstydliwej właściwości: otóż mam brzydką skłonność do niekończenia gier. Z różnych powodów: niektóre po prostu mnie przerastają, do innych z kolei zniechęcają mnie jakieś niezależne okoliczności przyrody (błędy, limit doświadczenia, awaria komputera itp.). Toteż jeśli już w istocie kończę jakąś grę, naprawdę jest to pewnym ewenementem.
Taki właśnie wyjątek miał miejsce w przypadku pierwszej odsłony gry przygodowej typu point and click Syberia, traktującej o nowojorskiej prawniczce, Kate Walker, która przyjechała do francuskiego miasteczka Valadilene, by przyklepać pozornie banalną sprzedaż fabryki automatów. Na miejscu jednak okazuje się, że nie wszystko jest tak proste, bo właścicielka fabryki nie żyje i wszystko wskazuje na to, że jej brat, uznany za zmarłego, wcale nie jest taki do końca martwy.

Pierwsza rzecz, o której muszę w tym momencie wspomnieć, ucinając już streszczanie, by nie robić brzydkich spoilerów (w tym przypadku byłyby one szczególnie brzydkie), to właśnie fabuła: a jest ona naprawdę miodna. Ja rozumiem, że na pudełku od gry generalnie zawsze się zachwala dany produkt, ale tym razem wzmianki, że „wciągający scenariusz autorstwa pisarza i artysty Benoit Sokal’a zaskoczy najbardziej wymagających fanów przygotówek” oraz że „obie części tworzą historię, którą warto przeżyć i trudno zapomnieć” w moim mniemaniu kryją w sobie (poza, na moje oko, błędu w zapisie nazwiska…) wiele prawdy. W istocie, gra zaczyna się niewinnie, ale niesamowicie wciąga – człowiek jest faktycznie ciekaw, jak się ta cała sprawa rozwinie, a im dalej Kate podąży, tym bardziej jest ciekaw.
Osobną sprawą jest fakt, że całość jest czymś innym, niż się spodziewałam: wnioskując po tytule, myślałam, że Kate Walker będzie rzeczywiście przemierzać syberyjskie śniegi, tymczasem Syberia jest tu bardziej czymś w rodzaju odległego celu i tła – niby wszystko się wokół niej kręci i wszystko do niej zmierza, ale jednak prawniczka obija się głównie po miejscach, które sprawiają wrażenie Europy… Z silnym naciskiem na „sprawiają wrażenie”.
Przestrzeń, w jakiej porusza się Kate, to kolejna sprawa, o której warto wspomnieć. Widać to już w Valadilene, potem zaś to się pogłębia: świat syberyjskiej przygody to świat zapomniany, opuszczony, przepełniony nostalgią za dawną chwałą. Miejscami są silne akcenty steampunkowe (sama fabryka automatów oraz nakręcany pociąg, którym podróżuje Kate Walker), miejscami bardziej to zalatuje dieselpunkiem albo wręcz lekką nutką postapokalipsy (opuszczone zakłady przemysłowe, których każdy element przeżarła rdza), ale przecież tak naprawdę nie jest to nic z tych rzeczy. Świat toczy się swoim rytmem, co wiemy z rozmów telefonicznych, jakie Kate przeprowadza z przełożonymi oraz bliskimi. Mamy rok 2002, a fabryka automatów rodziny Voralbergów to przeżytek poprzedniej epoki, którą interesuje się amerykańska firma produkująca zabawki.
Fabryka Voralbergów (screen z gry)
Jednakże przestrzenie, po których przyjdzie nam podróżować, są odizolowane od tego wszystkiego. Ten klimat jest bardzo mocno wyczuwalny i wszechobecny. Ba, w którymś momencie nasunęło mi się wręcz skojarzenie z Batman: Arkham Asylum, kiedy naszą prawniczkę uwięzi pewien szaleniec.

Skoro już o szaleńcu mowa, warto wspomnieć o postaciach: przede wszystkim mamy więc wzmiankowaną już wielokrotnie Kate Walker, prawniczkę z Ameryki. Kobietę, która w trakcie gry przechodzi stopniową przemianę i całkiem fajnie się to obserwuje. Ale jest drugi bohater, zasadniczo równie ważny: Oskar. Oskar jest automatem – trzeba przyznać – wyjątkowo irytującym automatem, maszynistą pociągu, którym podróżuje Kate, upierdliwym w swoim przywiązaniu do zasad i przepisów, niezmiennie wykręcającym się od udzielania jakiejkolwiek sensownej pomocy. Ale muszę przyznać, że w końcu polubiłam Oskara. To postać bardzo konkretna i wyrazista, jak zresztą wszystkie osoby, które pojawiają się w grze. Praktycznie o każdej postaci, nawet całkiem epizodycznej, można coś powiedzieć, nawet o wkurzającym studencie, który sterczy przy schodach Uniwersytetu w Barrockstadt. Choć w tamtej akurat lokacji moimi faworytami byli rektorzy, którzy po prostu idealnie obrazują samą kwintesencję rektorowatości.
Zarówno ten narzucający się, przepełniony tęsknotą nastrój i odizolowanie, jak i charakterystyczni bohaterowie, z których każdy ma mocno zakręconą historię do opowiedzenia, sprawiają, że gra naprawdę wciąga i gracz bardzo się angażuje w losy wszystkich, których napotka na swojej drodze Kate. Do tego stopnia, że epizod z radzieckim pilotem autentycznie mnie poruszył – inna sprawa, że mam słabość do tego typu historii…

Pierwsze spotkanie Kate z Oskarem (screen z gry)
Gra powstała w 2002 roku, więc graficznie trzyma poziom. Oczywiście, nie jest fotorealistyczna, a ruchy nie są do końca naturalne, ale widoki są naprawdę przepiękne i nawet cutscenki robią wrażenie. Rozdzielczość może nie jest za wysoka, jakoś szczególnie mi to jednak nie przeszkadzało, bo moc nastroju grafik rekompensowała pewne niedociągnięcia techniczne. Zastrzeżenia miałam jedynie do tempa reakcji w rozmowach, gdzie między jedną wypowiedzią a drugą potrafiły nastąpić pauzy, często zupełnie nieadekwatne do sytuacji (np. kiedy jedna postać miała gwałtownie przerwać drugiej).
Chociaż jak już o dialogach wspominam, to troszkę bolał też fakt, że gracz praktycznie nie ma na nie wpływu. Może, oczywiście, wybierać, w jakiej kolejności poruszy poszczególne tematy z listy, ale to wybór mocno pozorny, bo tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia dla rozgrywki. Czasem wręcz prowadzi to do zabawnych sytuacji, jeśli wybieram tematy nie po kolei: bywa, że Kate dopyta o szczegół dotyczący czegoś, o czym tak naprawdę jeszcze nie powinna wiedzieć, bo dowie się o tym dopiero w innej wymianie zdań.

Tak naprawdę Syberia ma tylko jedną, zasadniczą wadę: Cenegę.
Niestety, w Polsce grę wydała Cenega i to widać. Polska wersja językowa to dubbing z opcjonalnym włączeniem do tego napisów. Sam dubbing nie jest nawet najgorszy, ba! Niektóre postacie są zdubbingowane naprawdę fajnie, jak na przykład Oskar albo środkowy rektor z Barrockstadt. Niemniej mocno mnie irytował fakt, że Kate Walker, czyli najważniejsza postać w grze, źle wymawiała nazwisko drugiej najważniejszej postaci, czyli poszukiwanego Hansa Voralberga – w ustach pani prawnik zazwyczaj (choć nie zawsze) mutował on w „Volarberga”. Niby detal, ale powtarzany w kółko zaczyna denerwować.
Różnice między wypowiadanymi kwestiami a tekstem (grałam, niestety!, z włączonymi napisami) nie były częste, ale się pojawiały. Mam też niejasne wrażenie, że aktorzy podkładający głos nie odrobili lekcji, bo na przykład z zupełnie nieznanych mi przyczyn nazwę „Barrockstadt” namiętnie wymawiano [barksztat] – gdzie się podziewało owo „o” z członu „barrock”, tego nie wiem. No i troszeczkę mnie drażniło, że co najmniej dwóm postaciom głos podkłada jedna osoba. Ale osoba bardzo się starała brzmieć inaczej, więc niech tam będzie. Nie czepiam się – aż tak. Największym bólem było coś innego: ortografia. Kwiatki typu „kałamaż” albo „wieżę ci” to coś, czego naprawdę nie potrafię wybaczyć. Do tego dochodzi notorycznie zły zapis „nie” z przymiotnikami oraz czasowników w trybie przypuszczającym. Słowem, polska wersja Syberii to ortograficzna rzeź i pożoga.

Nakręcany pociąg Voralberga (screen z gry)
Podsumowując więc: Syberia jest naprawdę miodna i szczerze polecam ją każdemu, kto w ogóle lubi tego typu gry. Dwuwymiarowe tła, po których  porusza się Kate, są przepięknie wykonane, bardzo klimatyczne i pełne dźwięków, co – w mojej opinii – zapewnia grze długowieczność graficzną na miarę HoMM III (dwa wymiary bez porównania łatwiej odpicować niż trzy i duuużo dłużej taka gra się starzeje). Poszczególne wątki wciągają, bohaterowie wzbudzają emocje i muszę powiedzieć, że kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że oto kończę tę grę, obok oczywistej satysfakcji pojawił się ogromny smutek, że to już. Chciałoby się więcej – nie obraziłabym się, gdyby Syberia była nieco (albo nawet dużo) dłuższa.
Jeśli jednak ktoś z Państwa chciałby się na Syberię skusić, a radzi sobie z językami obcymi, sugerowałabym znaleźć oryginalną wersję językową. Jeśli ktoś sobie słabiej radzi, to przynajmniej niech nie odpala napisów, bo to grozi wypaleniem oczu. Szkoda, że Cenega tak spartoliła tak fajną rzecz. No ale przecież to Cenega, nie mogło więc być inaczej. Aha, no i grając pod  windą XP należy grę odpalić w trybie zgodności z 98, w przeciwnym razie w pewnym momencie zacznie wywalać i umarł w butach.
Niemniej Syberia, nawet mimo żenującego polskiego wydania, zasługuje na solidne 8/10 – byłoby 9/10, ale… ale… „wieżę ci”?!


EDIT (17.09.2012 r.)
Po pół roku gra wciąż nie daje mi spokoju. Nie mogę przestać porównywać do niej innych przygodówek, co więcej - zaczęłam szukać plotek o trzeciej części. Dziś zrozumiałam, że przyznanie tej grze 8 punktów to jakiś skandal. Tłumaczenie czy nie, ta gra jest doskonała i basta. 10/10.








Wszedłem do ciemnego pokoju kreślarskiego w domu rodzinnym Voralbergów. Trumna Hansa stała po środku, była zamknięta. Pan Voralberg wytłumaczył, że nie chce, by ktokolwiek oglądał ciało syna. Zmasakrowane zwłoki Hansa znaleziono pod zawaliskiem kamieni. Przypuszczano, że poślizgnął się i spadł ze skały. Wprawdzie młody Voralberg miał 18 lat, ale nie był w pełni władz umysłowych.



I w ramach bonusu, bo naprawdę ładne:

Uniwersytet w Barrockstadt (screen z gry)

Aralbad (screen z gry)

wtorek, 13 marca 2012

Jedną Nogą Bliżej Starości, czyli odcinek urodzinowy

Niebawem będę robić tutaj rzeczy straszliwe. A póki co - musi wystarczyć. Ot, niech będzie wiadomo, że żyję i jeszcze nie porzuciłam bloga.
Więcej wieści i niusów - jutro. Albo jakoś tak.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...