środa, 9 marca 2011

Granie na Fraakranie (15) - Twierdza: Antologia Plus



Twierdza: Antologia Plus - opakowanie
Z okazji minionego komunistycznego święta, Fraa – a co, pochwali się! – została obdarowana. Co prawda nie było goździków i rajstop (biorąc pod uwagę kawiarczy talent do rwania i dziurawienia rajstop praktycznie każdej grubości, to ostatnie nie byłoby tak do końca absurdalnym pomysłem), za to była antologia gier Stronghold, historycznych strategii czasu rzeczywistego od Firefly Studios. Składają się na nią: podstawowy i pierwszy Stronghold z 2001 roku, dodatek Stronghold: Crusader (i Stronghold: Crusader Extreme) z 2002, kolejna część, która ukazała się w 2005, czyli Stronghold 2 oraz coś w rodzaju podrasowanej wersji tego ostatniego, czyli Stronghold: Legends z roku 2006.

Celem pozorowania ładu i porządku, zacząć wypadałoby od najwcześniejszej części.
Pierwsza rzecz, jaka po uruchomieniu gry rzuca się nie tyle w oczy, ile w uszy, to muzyka – bardzo ładna, bardzo pasująca do zabawy w średniowiecze. Następnie można obejrzeć intro, które dość dobrze wskazuje na klimat, z jakim gracz będzie miał do czynienia.


Chodzi o to, że Twierdza, choć daleka od stuprocentowej historycznej wierności, prezentuje jednak pewną wizję średniowiecza, a nie quasi-średniowiecznych, cukierkowych bzdur. Strongholdowe średniowiecze jest nieco montypythonowskie, co chyba zresztą nie jest do końca przypadkowym efektem. Zwraca uwagę choćby fakt, że wszyscy poddani mówią tym samym głosem – a pisząc „wszyscy”, Fraa ma na myśli naprawdę wszystkich, a więc kobiety również. Kiedy więc gracz słyszy, jak kołysząca niemowlę chłopka mówi Morning, your Lordship!, od razu przed oczami staje jakakolwiek losowo wybrana, żeńska rola Terry'ego Jonesa.
Jeśli zaś komuś to nie wystarczy jako wskazówka, że pythonowski klimat jest zamierzony, niech go przekona strzelanie do przeciwnika krową.

Gra oferuje bardzo wiele możliwości, wśród których każdy może znaleźć swój ulubiony rodzaj rozgrywki: można się nastawić na walkę, a można skoncentrować na gospodarce. Istnieje opcja kampanii, oddzielnych scenariuszy, jak również zupełnie swobodnego budowania bez przeciwników i bez określonego celu. No i jest edytor map. I multiplayer.

screen z gry Stronghold
Graficznie Stronghold również przedstawia się bardzo przyjemnie – co prawda nie ma płynnego zoomu ani 3D, maksymalna rozdzielczość również nie powala, ale wszystkie obiekty są bardzo szczegółowe i ładne. Do części budynków można „zajrzeć” przez najechanie na nie kursorem – w ten sposób można podglądać na przykład zawartość zbrojowni. Zresztą, jeśli w danym budynku coś się akurat dzieje, tryb podglądania włącza się samoistnie, więc gracz widzi pijących chłopów w karczmie, warzenie piwa w browarze czy pieczenie chleba w piekarni.
Ale klikać i obserwować można nie tylko budynki – szlajających się po okolicy poddanych również można, a wręcz należy kliknąć, celem usłyszenia choćby wspomnianego wcześniej Morning your Lordship!. Jednak w zależności od wysokości podatków czy wybudowanych ozdób, wypowiadane kwestie mogą być dużo bardziej zróżnicowane. A oprócz tego, co można usłyszeć, jest też sporo do poczytania – na przykład zwierzęta czy pijacy (pojawiają się, jeśli jest co najmniej jedna działająca karczma) nie mówią, ale mają podpisy, co aktualnie robią. Wół wsuwa trawę, pies węszy, pijak się zatacza – i nie tylko. Każda postać może robić kilka rzeczy. Zresztą, tak naprawdę nigdy nie będzie napisu, że to pies węszy. To nie będzie jakiś tam „pies”, tylko pojawi się jego imię. Tak samo woły nie są bezimienne.
W kościołach zaś odbywają się śluby, gdzie zawsze ktoś z gości będzie miał coś do powiedzenia.

Tutorial w jakimś stopniu wprowadza w grę, choć kawiarce brakowało czasem pewnych informacji, na przykład: ile farm jest w stanie „obsłużyć” jeden młyn i ile młynów – piekarnia. W efekcie Fraa ustawiła wstępnie po jednym budynku każdego rodzaju i dostawiała kolejne jeśli zauważyła, że jakiś półprodukt zalega w magazynie.

A podczas walki leje się krew.

screen z gry Stronghold: Crusader
W dalszej kolejności należałoby powiedzieć parę słów o samodzielnym dodatku Krzyżowiec.
Właściwie wielu nowości tu nie ma, poza tym, co oczywiste, a więc nowymi kampaniami i scenariuszami, rozgrywającymi się – co dość logiczne w klimatach dość pustynnych, jak to na krucjacie.
Mechanizmy są te same, interfejs ten sam, nawet głos poddanych ten sam. Zmieniają się krajobrazy, budynki i muzyka. I strój lorda.
Szczególnie na dobre zmiany te wyszły domom mieszkalnym, które w podstawce miały tylko jeden „model”, a w Krzyżowcu mają ich sześć. Budowle, oczywiście, wyglądem dopasowane są do Bliskiego Wschodu i do pustyni, a więc pojawia się nieco inna kolorystyka, a na przykład kościoły są przekryte złocistymi kopułami.
Ach, no tak: pokolorowano te delikatne szkice, które były widoczne po kliknięciu na budynek lub poddanego - jeśli chodzi o kawiarcze zdanie, to zupełnie niepotrzebnie to zrobiono. Taka pstrokacizna w niczym nie jest lepsza, niż ładny, stonowany rysunek.
W przeciwieństwie do podstawki, w katedrze już nie odbywają się śluby, tylko można rekrutować mnichów. Pojawia się też możliwość wykupienia islamskich najemników – ale nie ma co się łudzić: może i mówią w obcym języku, ale głos mają wciąż ten sam.

A potem pojawia się Stronghold 2 i zaraz potem Stronghold: Legends. Wraz z drugą częścią, do serii wchodzi trójwymiar. Z jednej strony jest to pewne uatrakcyjnienie: można dowolnie obracać mapą, zbliżać i oddalać widok wedle uznania, ale z drugiej strony, odbyło się to kosztem szczegółów, tak jak miało to miejsce w przypadku HoMM III i HoMM V. Niby cacy, niby ładniej, ale jednak wcale niekoniecznie, bo te wcześniejsze, płaskie grafiki miały tyle głębi, że w zupełności rekompensowały brak 3D. Poza tym, skoro już można sobie obrócić i przybliżyć widok na tyle, że gracz dosłownie patrzy przypadkowemu poddanemu na ręce, to momentalnie zwiększają się oczekiwania. Dopóki taki na przykład drwal był malutki, kawiarce nie przyszło do głowy przyglądać się, czym dokładnie pracuje. W trójwymiarowej Twierdzy 2 i Legendach owszem, ten pomysł się pojawił i nagle okazało się, że w Legendach dzielny drwal piłuje deski gigantycznym nożem do masła. I na co to komu?

Z kwestii wizualnych jedno, co Fraa musi pochwalić w tych dwóch częściach serii, to możliwość odpalenia gry w lepszej rozdzielczości. Muzyka nadal trzyma poziom, nie ryzykując żadnymi niespodziankami.

Poza tym zdaje się, że w tutorialu do Legend wcisnął się malutki błąd, wynikły chyba ze skopiowania fragmentu tekstu z tutoriala z dwójki. W którymś momencie gracz ma wysłać wojsko na oddział bandytów, który, wedle informacji w okienku, powinni znajdować się na północ od wspomnianego wojska. Wedle całej wiedzy geograficznej, jaką Fraa dysponuje, bandyci w Legendach zdecydowanie są daleko od północy, w przeciwieństwie do Stronghold 2, gdzie istotnie to by się zgadzało.

W ogóle Stronghold: Legends w kawiarczej opinii wypada najsłabiej (mimo możliwości wyboru herbu i avatara): wpuszczanie się w banalne fantasy było zupełnie niepotrzebne – właśnie brak tej fantastyki w poprzednich częściach gry (duch szlajający się po murach był chyba najbardziej fantastycznym elementem) stanowił coś ciekawego. Gracz miał do czynienia nie z fantasy, a ze średniowieczem. Ponurym i zabawnym jednocześnie, pythonowskim średniowieczem. A strategii fantasy jest przecież już takie zatrzęsienie, że dorzucać do tego Stronghold wydaje się najzupełniej zbędne.
No i nowy interfejs, choć może i bajerancki, zupełnie do kawiarki nie przemówił.

Na zakończenie należałoby powiedzieć parę słów o antologii jako takiej. Jakkolwiek Fraa ma alergię na Cenegę, która zazwyczaj czego dotknie, to spieprzy, tym razem nie może powiedzieć złego słowa. Gra została wydana dokładnie tak, jak powinna: czyli po angielsku z możliwością spolszczenia. Fraa nie spolszczała i nie żałuje, bo jednak nie ma to jak brytyjski akcent chłopki o męskim głosie.
Warto też zignorować zbiorczą, polską instrukcję gry, a poczytać manuale do poszczególnych części, które są dużo obszerniejsze i zawierają na przykład charakterystyki wszystkich poddanych. Niby nic istotnego, ale po prostu fajnie się czyta. I znów kolejny plus, że instrukcje te znalazły się w ogóle w pakiecie – w formacie PDF.

Fraa naprawdę jest pod bardzo pozytywnym wrażeniem Twierdzy i właściwie nie potrafi do końca powiedzieć, dlaczego wcześniej w to nie grała, choć miała dostęp do pierwszej części. Zabawa jest przednia – czy to chce się powalczyć, czy pobudować, czy po prostu dać upust artystycznej duszy poprzez zmajstrowanie mapy. Ponure średniowiecze z lekką dawką humoru stanowi zaś bardzo cacy połączenie, które sprawia, że Fraa będzie pewnie trawić kolejne godziny na grze, zamiast robić coś pożytecznego – i istnieje obawa, że nawet sugestie samej gry nie pomogą (tak właśnie! Gra sama zwraca uwagę, żeby zrobić sobie przerwę, jeśli gracz się zasiedział przy komputerze!).

Byłoby wyżej, ale przez wzgląd na Stronghold: Legends, będzie 8/10.








Stone Masons: They work in the quarry cutting and carving stone. Some say they have their own mysterious society where masons indulge in a sacred ritual known as trouser leg rolling.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...