sobota, 8 stycznia 2011

Granie na Fraakranie (13) - Zeus: Pan Olimpu


DVD z "CD-Action", nr 142
Fraa miała tak naprawdę pisać coś zupełnie innego. Potem jednak zmieniła zdanie i wymyśliła nowy temat na notkę. Później zaś uznała, że pomysł niezły, ale odłoży to na kiedy indziej, a dziś napisze o innych rzeczach. Ostatecznie jednak i tamto nie wypaliło i kawiarka została z Zeusem.

Wszystko zaczęło się od Facebooka. Fraa sadziła rzepę w którejś kolejnej z tamtejszych gier – na horyzoncie widziała już wyraźnie moment, w którym stwierdzi, że nie chce jej się dalej grać. Jednocześnie doszła do wniosku, że pograłaby sobie w jakąś taką spokojną strategię, gdzie można budować i rozwijać miasto, oglądać spacerujących po nim mieszkańców, a od czasu do czasu zsyłać kosmitę, który to wszystko obróci w perzynę. Jednocześnie mile widziany był tytuł inny niż SimCity 2000 i Settlers.
I tu pojawił się Zeus: Pan Olimpu. Wcześniej Fraa jakoś nie zwracała na tę grę uwagi, jako że zarówno podstawka, jak i dodatek Posejdon, ginęły w gąszczu innych tytułów na gratisowej płycie z „CD-Action”.

Podstawową rekomendacją dla Zeusa... powinien być fakt, że grę wydała Sierra Entertainment, a więc marka odpowiedzialna również za wydanie doskonałego Arcanum. Graficznie Zeus... nie przedstawia sobą cudów, choć właściwie w 2002 roku można by spodziewać się nieco więcej – tu zawsze nasuwa się Heroes of Might and Magic III, które – choć jest z roku 1999 – ma piękną grafikę. Wiadomo jednak, że nie wszystko może być jak HoMM III. Wygląd Zeusa... mieści się jednak swobodnie w granicach tolerancji i w żadnym razie nie odbiera przyjemności z gry.

Fraa obawiała się, że przyjemność z gry odbierze coś innego: polska wersja językowa. Zeus: Pan Olimpu został spolszczony od początku do końca, zarówno napisy jak i dźwięk. Jeśli idzie o napisy, to akurat korzystne, bo czytania jest dużo. Zwłaszcza na początku, przy misjach treningowych. Ale i później warstwa tekstowa gry jest dość istotna. Z dubbingiem natomiast różnie bywa. Kiedy Fraa usłyszała intro, miała ochotę się pochlastać tępą łyżeczką. Narrator był z rodzaju tych żenująco wczuwających się, niestety. Kawiarka postanowiła sprawdzić oryginalną wersję i... o dziwo, okazało się, że oryginalny narrator robi dokładnie to samo! Chcąc nie chcąc, należy się ukłon w stronę polskiego dubbingu: fantastycznie naśladował oryginał!
Gadanina w samej grze już nie jest taka zła. Fakt, Fraa ma wrażenie, że wszystkie męskie wypowiedzi podkładał jeden człowiek, ale jakoś to nie przeszkadza.
Czasem co prawda kawiarka zauważała rozbieżności między tym, co napisane, a tym, co czytał lektor, ale zazwyczaj różnice nie były duże. Wyjątkiem tu był tekst, który wypowiedziany brzmiał: „Pod względem wyglądu i organizacj, to miasto nie ma sobie równych. A tobie, jako władcy, należą się słowa uznania”, natomiast na ekranie widniało: „Nic pod żadnym względem nie może się równać z naszym miastem! Chwała naszemu przywódcy!”. To największa rozbieżność, jaką Fraa zauważyła.

Skoro już kawiarka wspomniała o napisach, to zatrzyma się na chwilę przy tym temacie.
Zasadniczo, jak na tyle tekstów, błędów nie jest dużo. Tym niemniej gra nie jest od nich wolna. Chodzi zarówno o literówki (na przykład sojusznik może napisać, że oto gracz budzi jego „szcunek”), ale też o potknięcia w spolszczeniu – odmiana imion („Menandera” zamiast „Menandra” – ehh, niecne ruchome e!), w ogóle wariacje imion (pojawia się zarówno grecka wersja imienia herosa „Herakles”, jak i rzymski odpowiednik - „Herkules”) i kuriozalne zdania w stylu: „Siły Grek z miast Nemea posłane przez Ronfos, aby nas nękać, zostały pobite przez naszych dzielnych żołnierzy!”, „Świątynia ku czci Dionizos” albo „Mieszkańcy rozpaczliwie poszukają żywności.”.
Wciąż jednak Fraa twierdzi, że te potknięcia nie psują zabawy, nawet jeśli nieco obniżają ogólną ocenę.

Bo przecież nie o poprawność językową w tej grze się rozchodzi.
Gracz buduje grecką polis – musi zapewnić obywatelom jedzenie, dostęp do obiektów kulturalnych, dbać o bezpieczeństwo, ozdabiać osiedla i tak dalej. Jeśli mieszkańcom czegoś zabraknie, to opuszczą swoje domy, co nieprzyjemnie odbije się na całej gospodarce. Poza tym, bezdomni później szlajają się po ulicach. Dochodzi też element handlu z innymi poleis oraz walki, chociaż to ostatnie można łagodzić przekupstwem, więc ogólnie rozgrywka może być całkiem miła i spokojna.
Mimo że całości ogólnie daleko do nadzwyczajnego realizmu (koślawe domki i bardzo inspirujące imiona – o czym za chwilę), to jednak gra wcale nie jest taka głupia. Dość trafnie oddaje strukturę społeczną polis (na przykład organizację wojska), nawiązuje do mitów (na przykład żeby pokonać hydrę, trzeba przyzwać na pomoc Heraklesa, do cyklopa zaś potrzebny jest Odyseusz), pojawiają się autentyczne sztuki teatralne (po kliknięciu prawym przyciskiem myszy na teatr można przeczytać, jakie przedstawienie aktualnie się odbywa i jak długo jeszcze będzie trwało – podane są tytuły oraz autorzy; i nie sprowadza się to tylko do Króla Edypa i Antygony Sofoklesa, ale jest też Siedmiu przeciw Tebom Ajschylosa, Hipolit Eurypidesa czy Odludek wspomnianego wcześniej Menand(e)ra oraz wiele, wiele innych), odbywają się też igrzyska w rozmaitych poleis i – co ciekawe – uwzględniono nawet to, że wieńce dla zwycięzców, choć powszechnie mówi się tylko o laurowych, bywały też na przykład z selera, w zależności od miasta. Zresztą, o czymś musi świadczyć fakt, że gra zyskała rekomendację Ministerstwa Edukacji Narodowej jako materiał dydaktyczny na poziomie gimnazjum i szkoły ponadpodstawowej.

Tak naprawdę, Zeus: Pan Olimpu kupił kawiarkę jednym:
Screen z gry Zeus: Pan Olimpu
W ogóle jeśli idzie o imiona Greków, to warto klikać we wszystkich po kolei – bo, oprócz strażnika Brudnyharyklesa, można spotkać uzdrowiciela Aspirynosa, aktorów Gibsonipusa czy Kondratesa, albo woziwodów (ci występują parami): Jingorasa i Jangorasa, Abbotosa i Kostellosa, a także bardziej greckich – Kastora i Polideukosa. Tych prawdziwie historycznych bądź mitycznych imion jest więcej. Po ulicach może spacerować arystokrata Krezus czy filozof Epikur. Choć dość komicznie jest wyłowić wśród mieszkańców filozofa Hedona – bo akurat hedonizm należy do tych szkół filozoficznych, których nazwa nie pochodzi od imienia założyciela.

Podsumowując:
Mimo potknięć w spolszczeniu, gra się bardzo przyjemnie. Spokojna, odstresowująca strategia dla ludzi, którzy niekoniecznie muszą oglądać fontanny krwi, żeby się dobrze bawić. Misji treningowych jest dużo, ale warto je przejść, żeby poznać wszystkie aspekty rozgrywki (kawiarce zajęło to dwa dni). Nawet jeśli pewne rzeczy opanuje się i tak dopiero podczas kampanii.
Z tymi słowy Fraa wraca do swojej polis.
A grze daje solidne 8/10.







PS. I, oczywiście, wszystkiego najlepszego w nowym roku!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...