wtorek, 20 września 2016

Warcraft Adventures - gra, której nie ma

(źródło)
Dziś muszę zacząć od przyznania się, iż jestem kryminalistką. Grę, o której chcę napisać, pozyskałam bowiem w sposób wysoce nielegalny, korzystając z pewnej strony z gryzoniem w nazwie. Chciałam co prawda z innego źródła, ale źródło było – jak się zdaje – na tyle nielegalne, że zanim do niego dotarłam, gra została stamtąd usunięta.
Nic na to nie poradzę – zwyczajnie nie mogłam się powstrzymać. Zafascynował mnie zarówno sam produkt (przygodówka point & click, bez obijania twarzy przeciwnikom, za to z fabułą, humorem i grafiką jak z kreskówki z wczesnych lat dziewięćdziesiątych), jak i towarzysząca mu otoczka: Warcraft Adventures: Lord of the Clans to gra, nad którą pracował Blizzard w okolicach lat 1996-1998 (czyli między Warcraftem II a III). Początkowo premiera miała nastąpić w 1997 r., ale produkcja przeciągnęła się o rok. I nagle, w 1998 r., mając – jak się wydaje – niemal gotowy produkt, Blizzard stwierdził, że jednak lol nope, robili to za długo, gra zrobiła się przestarzała, a po sukcesie The Curse of Monkey Island LucasArts nadchodziło ze swoją pierwszą trójwymiarową przygodówką Grim Fandango. W tej sytuacji Warcraft Adventures rzeczywiście stawało się pod względem technicznym nieco passe.
Teraz, osiemnaście lat po anulowaniu gry przez Blizzarda, na forum Scrolls of Lore pewien Rosjanin nickiem Reidor (przypuszcza się, że były pracownik rosyjskiego studia Animation Magic, które współtworzyło Warcraft Adventures) podrzucił grę ku uciesze internautów (jak wspomniałam, link do pliku zniknął stamtąd, zanim go dorwałam – ponoć na prośbę Blizzarda).
A ten cały przydługi wstęp sadzę tu w sumie dlatego, że wydaje mi się to naprawdę ciekawą historią. A anulowana gra to nie taki tam byle spin off, bo mowa o produkcie, który wprowadził do uniwersum Thralla. Jakby… istotne, nie? Nie wspomnę o goblinie imieniem Gazlowe. No i mechanicznych kurczakach…

(źródło)
Natomiast jeśli chodzi o samą rozgrywkę:
Pewnie swoje robi fakt, że jarałam się Warcraft Adventures jeszcze zanim ją uruchomiłam. W każdym razie grało mi się bardzo, bardzo przyjemnie. Przygoda nie jest jakaś strasznie długa, ale parę ładnych godzin zajmuje. Dużo w tym wszystkim humoru, niekiedy dziwacznego, który bardzo pięknie kontrastuje z tym, jak wygląda uniwersum Warcrafta teraz – po kilku dodatkach do WoWa i filmie, gdzie oczywiście wszystko jest epickie i poważne. W WA epickości raczej się nie uświadczy – jeśli już, to będzie taka raczej na miarę rysunkowego He-Mana. Nie zmienia to faktu, że przygoda wciąga: losy Thralla są dość pokręcone, a miejsca, które bohater będzie musiał zwiedzić, zapadają w pamięć (mój faworyt: sklep Zul’jina). Kobiety krasnoludów mają brody, no i nie mogę nie wspomnieć o tym, że widziałam goły zadek Thralla! To się już nie odzobaczy...
Jeśli chodzi o trudność rozgrywki, to mniej-więcej w połowie tułaczki Thralla po Azeroth powiedziałam, że hej, fajnie, bo jest tak akurat mój poziom trudności: trochę się głowię nad zagadkami, ale nie tyle, żeby mi to odebrało radość z przeżywania przygody. I jakieś pół godziny później okazało się, że zacięłam się na zagadce… i ogólnie mam wrażenie, że albo mi mózg przestał działać, albo po prostu od któregoś momentu gra staje się odrobinę trudniejsza. Co w gruncie rzeczy nie jest złe, bo to nadal nie jest paraliżujące. Tak, sprawdziłam solucję, ale to dlatego, że jestem niecierpliwą bułą. Inne korzystanie z internetowych podpowiedzi wynikło zaś z tego, że – jak mi się wydaje – WA w którymś momencie ma lukę. Bo nadal nie rozumiem, dlaczego ponowne wejście do lokacji, którą już zwiedzałam, zaowocowało przeniesieniem mnie w jakieś zupełnie nowe, obce miejsce, w innej części kontynentu.
Innym świadectwem tego, że gra nie została przez twórców dokończona, był brak dźwięku w niektórych filmikach. No i część dialogów też była ewidentnie dograna naprędce – choć mowa tu o dwóch czy trzech wypowiedziach, więc tak naprawdę nie miało to większego znaczenia.
(źródło)
No i brakowało mi jakiegoś bardziej fikuśnego zakończenia. Miałam trochę wrażenie, jakby gra się urywała: to znaczy owszem, Thrall zrobił swoje, było wiele radości, ale zaraz potem gracz zostaje przeniesiony do głównego menu i… no i ja się zawiesiłam. Miałam takie „ekhm… ale to już?” – mimo że niby fabularnie niczego nie brakowało.

Warcraft Adventures może nie jest grą doskonałą i raczej nie wywoła kaca. Ale zdecydowanie jest to produkt w moim guście i – choć jestem kryminalistką – zapewniam, że gdyby Blizzard wziął się oficjalnie za ten tytuł, dograł dźwięk gdzie trzeba, ewentualnie poprawił rozdzielczość i ogólnie wygłaskał tę przygodówkę, żeby wreszcie była gotowym produktem – kupiłabym bez wahania.

Tutaj zresztą taka moja refleksja: nie wiem, może i rzeczywiście wydawanie WA w 1998 r. byłoby ryzykownym krokiem. Mam jednak wrażenie, że gdyby Blizzard się ogarnął i wydał tę grę teraz, mógłby spać spokojnie. Nie dość, że stare gry cieszą się przecież ogromną popularnością (w końcu istnienie sklepu gog.com o czymś świadczy), to jeszcze Warcraftowa marka ugruntowała się przez ostatnie dwadzieścia lat na tyle mocno, że nie sądzę, żeby zabrakło klienteli. A jeśli Blizzard nie chciałby wydawać WA jako samodzielnej gry, nie miałabym nic przeciwko wrzuceniu jej na pendrive’a w jakiejś kolekcjonerce dodatku do WoWa na ten przykład. Przecież w edycji kolekcjonerskiej Diablo III na fikuśnym pendrivie dołączyli Diablo II, więc czemu nie WA? Zwłaszcza że bądźmy szczerzy: kolekcjonerskie wydania dodatków do WoWa są, prawdę mówiąc, dość nędzne, jeśli wziąć pod uwagę ich cenę.

Trochę sobie wmawiam, że może dlatego Blizzardowi zależało na tym, żeby Reidor nie rozpowszechniał tej niedokończonej wersji. Jak dla mnie jednak, odwalił kawał całkiem niezłej reklamy.

2 komentarze:

  1. Epicko i poważnie? Główne części fabuły to i owszem, ale poza tym pełno jest absurdu, humoru, a nawet i autoironii.

    Pamiętam, że sam ciekaw byłem, co z tego będzie i czytałem zapowiedzi w growych czasopismach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam właśnie raczej o głównej fabule. :) Kolejne zmiany warchiefów w Hordzie, kataklizmy i takie tam... no i film, nie zapominajmy o filmie - też full rozmach i powaga, nawet jeśli tu i ówdzie są elementy, przy których się człowiek uśmiechał. Zdecydowanie widać różnicę. :)

      I ciągle czekam na jakąś wieść, że Blizzard puści tę przygodówkę oficjalnie. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...